cudawianki 2015

Artykuł ten miał się tu ukazać przed końcem ubiegłego roku. Nie udało się, ale absolutnie nie żałuję, bo mam najpiękniejsze na świecie usprawiedliwienie.

Sam tekst natomiast, ma w założeniu być skrótowym opisem tych urządzeń, które albo nie zasługują na pełny artykuł albo – z różnych przyczyn – nigdy się takowego nie doczekają.

Transcend ESD400

Ze względu na fakt, że coraz więcej i częściej pracuję z komputerami swoich Klientów, niejednokrotnie zdarza się, że muszę na szybko wykonać klon całego dysku lub – w celu diagnozy – uruchomić komputer z innego systemu. Potrzebowałem do tego małego i szybkiego dysku zewnętrznego. Zanim zdołałem jednak zrobić rozeznanie na rynku, od właściciela sklepu kupjablko.pl otrzymałem do testu nowy dysk marki Transcend.

Wystarczył ledwie jeden dzień, żebym poprosił o wystawienie faktury za testowy egzemplarz. Po pierwsze dlatego, że nie sądziłem, że zewnętrzny dysk SSD może być tak mały i lekki (56g).

Po drugie dlatego, że nie podejrzewałem, że dysk SSD podłączony do USB 3.0 1(zamiast do Thunderbolt, jak planowałem) może być tak szybki.

Porównałem go z LaCie Rugged – też 256 GB, też SSD, tylko Thunderbolt zamiast USB 3.0. Tak wygląda wykres zapisu i odczytu całej przestrzeni dyskowej obu z nich:

Ze średnich wynika więc, że Transcend jest o ok. 8% szybszy niż LaCie, mimo zastosowania teoretycznie wolniejszego interfejsu.
Na pewno jakiś wpływ na to miał fakt, że Transcend był zupełnie nowy, a LaCie używany był przez ponad rok, ale zupełnie nie spodziewałem się takich rezultatów. Wyniki w popularnych aplikacjach mierzących odczyt i zapis kilku- lub kilkunasto gigabajtowego pliku również zdają się potwierdzać tak dobre osiągi:

Myślę jednak, że najlepszym dowodem na to, jak wydajny jest to napęd będzie fakt, że przez ponad tydzień używałem MacBooka Żony, uruchamiając go ze swojego systemu, umieszczonego właśnie na tym dysku zewnętrznym. I wierzcie mi lub nie, ale tylko kilkakrotnie i tylko przez moment odczuwałem, że nie pracuję na wewnętrznym dysku SSD. Gdyby rok temu ktoś mi powiedział, że tak będzie – nie uwierzyłbym.

Mam za to pewne zastrzeżenia co do samej obudowy rzeczonego dysku. Gdy go odpakowałem, odłożyłem znajdujący się w opakowaniu futerał, licząc, że nigdy z niego nie skorzystam. Wrzuciłem dysk do torby, gdzie miał kontakt jedynie z długopisem i notesem i po wyciągnięciu okazało się, że wygląda on tak:

Okazało się, że na górnej powierzchni obudowy, producent umieścił jeszcze warstwę folii matowej, która tak się porysowała. Sama folia nie miała jednak żadnego „języczka”, więc uznałem, że jej tam nie ma. Właśnie ją odkleiłem (używając płaskiego wkrętaka do jej podważenia w narożniku) i pod nią jest nieporysowana, ale bardzo błyszcząca powierzchnia, więc podejrzewam, że fragment o pokrowcu jest nadal aktualny.

To był więc jedyny raz, kiedy użyłem go bez wspomnianego pokrowca. Na szczęście nie zwiększa on ani rozmiaru ani wagi dysku w żaden odczuwalny sposób:

Kenu Airframe

W mojej opinii jest to akcesorium do iPhone’a, które powinno być dołączane do fabrycznego zestawu, tak samo jak słuchawki czy ładowarka. W swoim otoczeniu, czy to wśród znajomych czy rodziny, znam tylko pojedyncze osoby, które nie mają tego samochodowego uchwytu do telefonu.

Pasuje on do ogromnej większości pojazdów, bo umieszcza się go w kratce wentylacyjnej, a oferowany przez niego komfort i wzrost bezpieczeństwa sprawiają, że nie mogę go nie polecać. Sam używam go od prawie dwóch lat i zdążyłem w tym czasie wyrobić sobie nawyk wyciągania telefonu z kieszeni i wkładania go w rzeczony uchwyt za każdym razem, gdy wsiadam do samochodu. Nawet, gdy tylko go przeparkowuję. Serio.

Apple Airport

Zmieniając w ubiegłym roku lokum na większe, podjąłem decyzję, że będzie to dobry moment na zmianę routera, udostępnionego przez usługodawcę na coś porządniejszego. Przyznaję otwarcie, że nie robiąc żadnego rozeznania, bez chwili wahania2 zdecydowałem się na Apple Airport Extreme.

Miałem świadomość, że pewnie na rynku są dostępne lepsze produkty albo porównywalne w zakresie parametrów i możliwości, a dużo tańsze, ale mimo to padło na Airporta z dwóch powodów. Po pierwsze – bo można go obsługiwać za pomocą systemowej aplikacji Airport Utility i po drugie – bo dobrze wygląda. Serio. Znacie jakikolwiek inny router, który może stać na biurku?

Gdybym napisał, że od tamtej pory zniknęły wszystkie moje problemy z siecią bezprzewodową w domu, byłoby to napisane na wyrost, ale rzeczywiście, stabilność działania sieci i uzyskiwane w niej prędkości poprawiły się znacząco.

Z czasem uznałem jednak, że sygnał w sypialni u góry jest niewystarczający, a dodatkowo zamarzyłem sobie uczynić umieszczony tam sprzęt grający – odbiornikiem AirPlay.

Dokupiłem więc Airport Express, który skonfigurowałem w trybie rozszerzenia istniejącej sieci. Zyskałem dzięki temu lepszy sygnał sieci Wi-Fi oraz wspomniany AirPlay na dużych głośnikach. I tym razem byłem bardzo zadowolony, zwłaszcza z bardzo stabilnego AirPlay, ale także z możliwości obsługi i tego urządzenia za pomocą Airport Utility.

Gdybym miał się do czegoś przyczepić, to o sposób umieszczenia gniazd Ethernet na tylnej ściance większego Airporta.

Rozumiem, że umieszczenie ich poziomo, jednego nad drugim, świetnie wygląda na zdjęciach, a dodatkowo sprawia, że tył jest symetryczny, ale wygoda podłączania/odłączania wtyczek mocno na tym cierpi. Gdy bowiem zajęte są wszystkie gniazda (o co nietrudno), żeby złapać wtyczkę palcami, trzeba się zmieścić między innymi wtyczkami i przewodami. Gdyby gniazda umieszczone były w pionie (czyli niejako bokiem), każdą wtyczkę można byłoby odłączyć bez trudu. Z drugiej strony, znając Apple i wiedząc, że tam estetyka przeważnie wygrywa z użytecznością (pamiętacie gniazdo SD z tyłu Maka mini?) nie powinienem być zaskoczony.

TP-Link

Gdy w domu pojawił się Synology i zaczęło się strumieniowanie materiałów video z serwera do odległego iMaka w salonie, okazało się, że właśnie w rogu, w którym stoi rzeczony komputer sygnał Wi-Fi jest na tyle słaby3, że czasem przerywa oglądane treści (znacie coś bardziej drażniącego?). Wystarczyło go przesunąć o 1,5 metra, żeby znacząco to poprawić, ale na dłuższą metę takie rozwiązanie nie wchodziło w grę.

Zamiast rozglądać się za wzmacniaczem sygnału Wi-Fi, zdecydowałem się na zestaw transmitterów TP-Link (z punktem dostępowym), przekazujących sygnał poprzez sieć elektryczną. W moim przypadku transmitter wpięty jest przewodem w Airport Extreme, podobnie jak wspomniany Synology, a drugi transmitter (ten z punktem dostępowym) umieszczony jest w gniazdku nieopodal iMaka w salonie. Transfery między tymi urządzeniami zwiększyły ponad 3-krotnie, a tym samym strumieniowanie każdego video stało się płynne.

Możnaby pomyśleć, że mając dwa Airporty i opisywane transmittery nie mam już absolutnie żadnych problemów z siecią bezprzewodową i bardzo chciałbym napisać, że owszem. Niestety, napotykam jeszcze jeden problem, tym razem mający swoje źródło w systemie operacyjnym, z którym do dziś sobie nie poradziłem. Otóż, mając laptopa w pracowni, połączony on jest z siecią rozsyłaną przez Airporta Extreme. Gdy go stamtąd zabieram i przechodzę do salonu, gdzie punkt dostępowy TP-Link rozsyła znacznie silniejszy sygnał, MacBook (i iPad, i iPhone) wciąż kurczowo trzyma się tego znacznie słabszego z Airporta. Życzyłbym sobie, żeby system był na tyle inteligentny, żeby automatycznie się pomiędzy nimi przełączał.

Nocs NS2

W swoim Pinboardowym archiwum linków już dawno temu dodałem stronę szwedzkiej marki Nocs z myślą, żeby tam wrócić, gdy będę potrzebował dodatkowej pary głośników w domu. Po zmianie mieszkania, a tym samym, po zmianie konfiguracji sprzętu pomiędzy pomieszczeniami, okazało się, że ten moment nadszedł – stojącemu w salonie iMakowi brakowało głośnikowych kompanów. Niedługo później – serią nie-całkiem-spodziewanych wydarzeń – wszedłem w posiadanie pary białych, aktywnych Nocsów NS2. Jest to tańszy z dwóch oferowanych modeli; jest bowiem wyposażony „tylko” w technologię AirPlay, podczas gdy NS2 v.2 obsługuje dodatkowo Bluetooth i streaming z serwisu Spotify – nic, co mogłoby mnie zachęcić do nowszego modelu.

Po ich odpakowaniu (a zapakowane były w sposób bardzo zbliżony do produktów Apple) i podłączeniu (a także po zorientowaniu się, że powyższe porównanie do Apple było trochę na wyrost, bowiem dołączony do głośników zasilacz wygląda jak każda inna, zwykła, czarna kostka kupiona w sklepie elektronicznym za 18 zł) nie zrobiły na mnie wielkiego wrażenia, a to – jak podpowiadało mi doświadczenie – był bardzo dobry znak4. Odsłuchy, standardowo, zacząłem od tych utworów, które znałem najlepiej. I choć opiszę swoje wrażenia odsłuchowe bardzo pokrótce, to chciałbym wcześniej zaznaczyć, że – oczywiście – są to bardzo subiektywne wnioski oraz, że należy je traktować relatywnie do wielkości i ceny tych monitorków.

Nocsy zagrały dźwiękiem większym niż można było się po nich spodziewać. Znacznie. Wiadomo, że przestrzeń czy budowanie jakiejkolwiek sceny to rzeczy, których ciężko wymagać od głośników tej klasy, a i tak jest lepiej niż oczekiwałem. Przede wszystkim jednak dźwięk jest bogaty w detale, a jednocześnie wcale nie męczący. To moje ulubione połączenie, więc od pierwszych godzin wiedziałem, że się z nimi zaprzyjaźnię. Lada moment minie rok odkąd mam je u siebie i nic się nie zmieniło; wciąż bardzo lubię ich dźwięk, a jako nagłośnienie salonu w trakcie oglądania filmów nadają się doskonale.

Początkowo sądziłem też, że z AirPlay nie będę korzystał jakoś bardzo często, zwłaszcza, że wątpiłem w stabilność takiego połączenia, a w praktyce okazało się, że bezprzewodowej technologii przesyłania dźwięku z innych urządzeń używam niemal codziennie; zarówno do włączenia ścieżki dźwiękowej oglądanego np. na iPadzie wideo, odsłuchu podcastów czy tworzenia tzw. multiroomu5 ze swoim „dużym” sprzętem, aktualnie grającym w pracowni.

Czy jest w nich na co ponarzekać? Cóż, są znakomicie wykonane (pomijając zasilacz), grają świetnie, działają bez zarzutu zarówno bezprzewodowo, jak i „po kabelku”, ich konfiguracja w sieci jest bardzo prosta, ale …mają diodę na przedniej ściance. Taką świecącą. Non stop. Serio. Dioda jest zielona (mogło być gorzej, wiem) i jej zadaniem jest informowanie o stanie połączenia (mruga, gdy się łączy lub jest zmienia kolor na pomarańczowy, gdy coś jest nie tak), ale dlaczego nie mogłaby gasnąć po kilku sekundach? Coś w stylu „sprawdziłam, wszystko jest ok, to gasnę”.

W dodatku dość łatwo się kurzą. Wiem, że to dotyczy większości białych przedmiotów, ale w przypadku Nocsów problemem jest lekko „gumowaty” materiał, którym zostały one pokryte. Innymi słowy; ciężko jest się tego kurzu pozbyć.

Ostatnią rzeczą, do której mógłbym się przyczepić jest brak wyjścia słuchawkowego z tyłu głośnika i już tłumaczę dlaczego. Otóż, standardowo, głośniki mam podłączone do iMaka za pomocą przewodu – mimo że AirPlay działa u mnie poprawnie w 97% przypadków, to te 3% bywają straszliwie frustrujące. Poza tym, skoro głośniki stoją w odległości 3 cm od krawędzi komputera, głupotą byłoby próbować łączyć je bezprzewodowo. Czasem późnym wieczorem lub w nocy, gdy chciałbym coś obejrzeć na iMaku, podpinam słuchawki, wcześniej wyjmując przewód audio z portu na tylnej ściance, którym podłączone są głośniki. Wiecie co się dzieje, gdy wyjmie się przewód z gniazda, a głośniki nie są wyłączone? Otóż, dzieje się hałas. A hałas w nocy, zwłaszcza gdy jest się jego bezpośrednią przyczyną, nie jest niczym przyjemnym. W takiej sytuacji należy więc najpierw wyłączyć głośniki, następnie odłączyć przewód i dopiero podłączyć słuchawki. Gdyby głośniki miały gniazdo słuchawkowe z tyłu, można byłoby uprościć cały proces, czyniąc go też niegroźnym.

Czy więc polecam je w końcu czy nie? Na dobrą sprawę nie mam porównania z innymi „głośnikami komputerowymi”. W podobnych warunkach słuchałem jedynie Bose Companion 5 (których dźwięk charakteryzował się znacznie lepszą przestrzenią, ale są od Nocsów sporo droższe), a B&W MM-1 słuchałem w zupełnie innym środowisku i zbyt krótko, żeby się określić (a ich cena ponad dwukrotnie przekracza cenę omawianych Nocsów, więc to żadna konkurencja). A zatem inaczej; czy za podobne pieniądze można mieć lepszy dźwięk? Oczywiście, bez cienia wątpliwości. Ale nie będą to głośniki aktywne (a zatem do kosztu całości należy doliczyć wzmacniacz) i na pewno nie będą obsługiwały AirPlay. NS2 łączą te dwie cechy z przyjemnym dźwiękiem, w którym ciężko jest się przyczepić do jakiegokolwiek zakresu, a całość wygląda bardzo aktrakcyjnie i nie kosztuje fortuny. Dość powiedzieć, że przed zmianami w mieszkaniu, w efekcie których mój „duży sprzęt” trafił do pracowni, rozważałem drugą parę dokładnie takich samych Nocsów do postawienia na biurku.

Twelve South HiRise for iPhone

Gdy tylko HiRise dla iPhone’a pojawił się w sprzedaży, zamówiłem go od razu. Na fotografiach produktowych wyglądał znakomicie, a fakt, że może być podstawką i dla iPhone’a i iPada mini był tylko dodatkowym plusem.

I choć z tym pierwszym sprawdza się bardzo dobrze, tak promowanie go jako podstawki do iPada mini to – moim zdaniem – spore nadużycie. iPad jest w niej bardzo niestabilny (jeszcze bardziej niż możnaby przypuszczać ze zdjęć) i choć bez problemu może się w niej ładować, to używać go w ten sposób nie mógłbym polecić nikomu.

Gdybym dziś miał kupić ponownie, na pewno zdecydowałbym się na oryginalną „Stację dokującą Lightning do iPhone’a”, ale wtedy jeszcze nie była ona dostępna.

Twelve South BackPack

W międzyczasie sprawiłem też sobie inny produkt marki Twelve South – „plecak” do iMaka i Thunderbolt Display. Według twórców ma on pełnić rolę półeczki, na której można schować dysk zewnętrzny. Jednak jej wymiary i zdolność utrzymania nawet 1,6 kg sprawia, że równie dobrze można na niej umieścić Airporta, Time Capsule, MacBooka Air czy nawet – jak w moim przypadku – Maka mini.

Jak dotąd, jest to najlepszy produkt tej firmy z jakim miałem od czynienia (mam jeszcze HiRise dla MacBooka, z którego także nie jestem jakoś bardzo zadowolony) i cały czas rozważam czy nie dokupić sobie drugiego, tym razem umieszczonego z przodu, tj. pod monitorem i na stałe trzymać na nim swój czytnik kart CF.

Braun BN0032

Jest doskonały. Po prostu.

Petzl Nao

Gdy na początku ubiegłego roku przygotowywałem się do swojego pierwszego ultramaratonu, wiedziałem, że czołówka będzie mi niezbędna. Wiedziałem też, że jak w większości dziedzin, tak i tu zdarzają się produkty przeciętne, jak i te znakomite. Kilkunastokrotna różnica cen pomiędzy nimi, sprawiła jednak, że przez długi czas biegałem ze zwykłą latarką czołową marki Energizer, którą czasem można dostać nawet na stacji benzynowej. I nawet gdy w nocnym treningu w lesie towarzyszył mi posiadacz Petzl Nao – jednej z najlepszych dostępnych na rynku czołówek – gdzie zrobiła ona na mnie ogromne wrażenie, uznałem, że taki wydatek spokojnie może poczekać. Tak się jednak złożyło, że identyczna latarka została mi sprezentowana.

I dopiero teraz wiem, że z całą pewnością jest ona warta ceny, jaką żąda za nią producent. Pora dnia przestała być jakąkolwiek przeszkodą – mam za sobą nocne wybiegania leśnymi ścieżkami, gdzie czułem się jakbym jechał samochodem, a nie biegł z latarką na głowie.

Robiąc dwa zdjęcia z identycznymi parametrami, porównałem Petzl Nao ze swoją starą czołówką:

Różnica „na żywo” jest jeszcze większa6. Fantastyczne jest też to, że jest ona reaktywna. Oznacza to, że wbudowany w nią czujnik światła na bieżąco sprawdza ile tego światła wraca do czołówki i na tej podstawie steruje siłą głównego reflektora. W praktyce polega to na tym, że po spojrzeniu w dal Nao świeci tak jasno, jak to możliwe, a gdy wzrok skieruje się np. na zegarek na nadgarstku, moc reflektora osłabnie, żeby nie oślepić użytkownika.

Co więcej, zachowanie to jest w pełni konfigurowalne – Nao podłącza się bowiem do portu USB w komputerze (w ten sposób się też ją ładuje), gdzie za pomocą aplikacji producenta można ustawić takie parametry jak moc świecenia i tym samym dystans, na bieżąco sprawdzając jaki będzie to miało wpływ na czas pracy na baterii.

Nie biegłem z nią jeszcze żadnego biegu na tyle długodystansowego, żeby sprawdzić jak to zużycie baterii wygląda w praktyce, ale z procentowych zużyć wygląda na to, że szacunkowe wartości producenta nie są podane na wyrost. I tak; przy włączonej Reactive Lighting Technology, Nao ma wytrzymać 6,5h, świecąc z maksymalną mocą 575 lumenów na odległość 135 metrów (to mogłoby wydać się przesadą, ale zdarzyło mi się natrafić na stadko saren w lesie, które widziałem jeszcze zanim one zobaczyły mnie) oraz 14,5h z mocą 219 lumenów na odległość 73 metrów. Przy wyłączonej reaktywności, czyli stałym świetle o mocy 493 lumenów, nadal może świecić 1h10min lub 16h z mocą 55 lumenów (lub 8h z mocą 120 lumenów itd., bo można to ustawić samemu lub wybrać jeden z predefiniowanych profili).

Podsumowując, gdybym wiedział o niej to wszystko, co wiem teraz, na pewno nie zwlekałbym z zakupem.

Tivoli Audio Model One

Nie wiem jak wielu z Was słucha jeszcze radia, tego „zwykłego“, analogowego (albo raczej czy słucha jeszcze ktokolwiek z Was), więc domyślam się, że opis tego urządzenia w tym zestawieniu może być uznany za zbędny. Mimo to, zaryzykuję.

Tivoli Audio Model One jest bowiem najlepszym odbiornikiem radiowym, z jakim kiedykolwiek miałem styczność. Świetnie brzmi, jest znakomicie wykonany (waży prawie 2 kg) i do tego wygląda bardzo dobrze7, a dzięki wielu odmianom kolorystycznym bez trudu można dopasować go do wnętrza.

Nic dziwnego, że jest produkowany od 15 lat w niezmienionej formie. Samo urządzenie wyposażone jest w wejście AUX, więc wbudowany głośnik można także użyć do odtwarzania muzyki np. z iPoda8, a jego nowsza wersja (Model One BT) posiada nawet moduł Bluetooth do bezprzewodowej transmisji dźwięku.

Logitech Keys-To-Go

Z pewnymi przygodami klawiatura Keys-To-Go dotarła do mnie w lipcu, na dzień przed wylotem na wakacje. Od tamtego czasu używam jej codziennie i bardzo, bardzo ją lubię.

Używam jej przede wszystkim z iPadem, za każdym razem ciesząc się z przycisków dedykowanych systemowi iOS – Home, Spotlight czy specjalny do robienia zrzutów ekranu (nie miałem pojęcia, że taki w ogóle istnieje) znacząco usprawniają i uprzyjemniają pracę z iPadem9. A odkąd ktoś w Apple zorientował się, że jest spora grupa osób używających iPada z zewnętrzną klawiaturą i postanowił coś z tym zrobić w iOS 910, takie połączenie ma jeszcze więcej sensu.

Same klawisze także miło mnie zaskoczyły. Mimo znacznie niższego skoku klawisza niż w standardowej klawiaturze Apple11, Keys-To-Go wymaga nieco większej siły – z pewnością ma to związek z powłoką, jaką pokryta jest cała klawiatura, która musi zostać niejako wgięta, żeby uaktywnić dany klawisz, ale wystarczyło dosłownie kilkanaście minut pisania, żeby całkowicie się do tego przyzwyczaić.

To odróżnia tę klawiaturę od np. nowego MacBooka, gdzie niższy skok klawisza oznacza także mniejszą siłę, z jaką klawisz musi zostać wciśnięty.

Po tygodniu pisania wyłącznie przy użyciu tej klawiatury, przesiadka na klawiaturę Apple po powrocie do domu okazała się trudniejsza niż sądziłem. Dość powiedzieć, że piszę to, używając właśnie Keys-To-Go, mimo że w zasięgu kilku kroków mam do dyspozycji cztery „pełnowymiarowe” klawiatury.

Czy mam się do czego przyczepić? Oczywiście. Żałuję za to, że w tej raczej wysokiej przecież cenie nie udało się ująć możliwości przełączania się klawiatury pomiędzy urządzeniami, tym bardziej, że inne, niekiedy tańsze, modele marki Logitech mają taką funkcjonalność.

Ponadto, sam włącznik trochę mi nie pasuje do jakości wykonania reszty urządzenia – to zwykły, najprostszy przełącznik, który dodatkowo dość trudno przełączyć ze względu na niewielki rozmiar i sposób umiejscowienia, ale rozumiem, że to właśnie po to, żeby klawiatura sama się nie włączyła na przykład w torbie.

Na plus z kolei jest fakt, że Keys-To-Go jest klawiaturą wodoodporną. Wprawdzie nigdy mi się to jeszcze nie przydało, ale dzięki samej świadomości, człowiek martwi się o nią trochę mniej. Lubię też to, że w górnej części jest obudowa bez przycisków (domyślam się, że to właśnie tam kryje się bateria i część elektroniki), bo bardzo ułatwia to jej przenoszenie – można w jedną ręką chwycić iPada i (odwróconą) klawiaturę, tak, że kciuk opiera się wówczas właśnie na tej części obudowy.

Coraz częściej myślę też o tym, czy nie zamienić zewnętrznej klawiatury do swojego iMaka w salonie, właśnie na taką – jest mniejsza; łatwiej ją ukryć, gdy nie jest używana.

Tym, którzy zastanawiają się czy dokupienie klawiatury zewnętrznej do iPada to w ogóle dobry pomysł, dopowiem, że całkowicie zmienia to komfort pracy z tym urządzeniem. Pamiętam, że gdy pierwszy raz zobaczyłem 11-calowego MacBooka Air, którego właściciel bardzo zachwalał pracę na nim – nie wierzyłem. Musiałem spróbować samemu; bardzo szybko przekonałem się, że pełnoekranowe aplikacje i obsługa takiego MacBooka wyłącznie z poziomu klawiatury nie tylko ma sens, ale i ograniczenie związane niewielkim ekranem, którego obawiałem się najbardziej, znika całkowicie. Przez kilka już lat używania tego komputera, sam wielokrotnie tłumaczyłem niedowierzającym znajomym, dlaczego uważam 11-calowego za tak wygodne narzędzie. Dziś, zwłaszcza z iOS 9, przynoszącym chociażby obsługę skrótu ⌘+TAB12, czuję się bardzo podobnie, używając iPada właśnie z zewnętrzną klawiaturą.

Podsumowując, łapię się na tym, że chętniej piszę na niej niż na innych posiadanych przez siebie klawiaturach. Na tyle, że w zadaniach, w których iOS nie jest w stanie sobie poradzić i zmuszony jestem użyć OS X, nierzadko podłączam Keys-To-Go do MacBooka.

Billingham Hadley Pro

Znalezienie idealnej torby na sprzęt fotograficzny niejednokrotnie zajmuje fotografom więcej czasu i uwagi niż wybór samego sprzętu. Subiektywne odczucia mają tu bowiem ogromne znaczenie, a i kwestia gustu nie może zostać pominięta. W moim przypadku dość szybko znalazłem torby, których używam do pracy (nieprodukowane już skórzane modele Crumpler New Delhi; 310 i 510) i mimo że mam je od sześciu lat wcale nie czuję potrzeby ich zmiany13. Większy problem miałem z torbą na co dzień. Próbowałem kilku rozwiązań, lecz każde wydawało mi się ledwie półśrodkiem. Wiedziałem, że przyjdzie czas kiedy będę „zmuszony“ zainwestować w coś bezkompromisowego, co starczy na lata. Gdy ten czas nadszedł, nie miałem wątpliwości, że wybór padnie albo na „nowego gracza“ na rynku – markę ONA – albo na sprawdzonego, podglądanego na ramieniu przyjaciela, brytyjskiego Billinghama.

Pierwsza opcja, choć wizualnie bardzo kusząca, przestała być opcją w ogóle, gdy w większości czytanych opisów czytałem o co najwyżej poprawnej jakości wykonania, ale na pewno niewartej takich pieniędzy. Został więc Billingham, co do którego miałem pewność, że w tej materii nie zawiedzie. Wspomniany wyżej przyjaciel używa swojej od 10 lat (!) i choć jest w jednym miejscu przetarta, nadal się sprawdza.

Zdecydowałem się na model Hadley Pro, który ma rączkę na górnej części klapy.

Wizualnie modele pozbawione tego uchwytu podobają mi się bardziej, ale wygoda odkładania czy wyciągania torby, na przykład przy wychodzeniu z samochodu, z naddatkiem wynagradza ten wizualny niuans.

Wewnątrz torby spokojnie mieści się np. Canon 6D z podpiętą jasną 35-tką i jasną 85-tką z boku. Czasem w trakcie reportażu lub podczas sesji używam jej jako swojej jedynej torby (dwa korpusy z dwoma obiektywami zawieszone są na ramionach); wówczas mieszczę w niej trzy lub cztery obiektywy.

Poza sprzętem fotograficznym Hadley Pro mieści także MacBooka Air 11″ i/lub iPada14. Jeśli miałby być to iPad mini, to ten mieści się nawet w przedniej kieszeni.

W tych jednak ja noszę swoje notatniki – bez problemu mieści się tam Hobonichi, garść Field Notesów i pióro. Do tego zapasowe karty i baterie, portfel, dokumenty od samochodu i telefon.

Czy można chcieć więcej? Cóż, może to okropnie o mnie zaświadczy, ale będąc od kilku dni tygodni właścicielem aparatu znacznie mniejszego niż 6D nie miałbym nic przeciwko czarnemu, mniejszemu Hadley’owi.

Synology (DS414)

Do NASa w domu podchodziłem wcześniej dwukrotnie i w obu przypadkach okazywało się, że nie jest to rozwiązanie dla mnie. Po części ze względu na użyty wówczas sprzęt, a po części – na moje oczekiwania względem takiego rozwiązania. Pracowałem więc na komputerze, do którego na stałe podłączone miałem 11 dysków (nie licząc dwóch systemowych wewnątrz obudowy Maka mini) oraz jeszcze jeden dodatkowy, wpięty do Airport Extreme, udostępniający swoje zasoby w sieci lokalnej. Dwukrotnie próbowałem rozwiązania z dodatkowym Makiem mini działającym jako serwer; ale i to nie do końca było to15.

Gdy więc z początkiem roku w salonie pojawił się iMac, pełniący rolę centrum multimedialnego, uznałem, że to dobry moment, żeby uprościć całą strukturę danych na posiadanych dyskach i niejako zacząć od nowa. Wyjeżdżając na swoje „offline’owe” wakacje, wygenerowałem więc plik PDF z pełną strukturą katalogów na zamontowanych do Maka woluminach (miał prawie 26 MB i kilkaset stron) i zapisałem go na iPadzie, żeby móc go na spokojnie przeanalizować. Tak też zrobiłem, w międzyczasie rozważając swoje opcje w ofercie Synology (wybór padł na tego producenta głównie dlatego, że znałem system DSM, wdrażając go kilkukrotnie u swoich Klientów). Wiedziałem, że ze względu na ilość danych, jakie chciałbym tam przechowywać, musi to być urządzenie co najmniej czterodyskowe. Rozważałem więc kilka opcji; od dwudyskowego DS715 z dwudyskowym rozszerzeniem DX213 (głównie ze względu na możliwość rozwoju; z czasem DX213 mógłbym zamienić na pięciodyskowe DX513), przez czterodyskowe DS414 i DS415+ oraz pięciodyskowy DS1515+ aż po ośmiodyskowy DS1815+, którego pewnie nigdy nie musiałbym wymieniać.

Mając jednak na uwadze swoje raczej niepomyślne doświadczenia z NASem, zdecydowałem się na najtańszą opcję, czyli czterodyskowego DS414 bez możliwości rozszerzenia o kolejne dyski.

Uznałem, że tym sposobem – jeśli eksperyment miałby się nie powieść – straciłbym najmniej. Dokupiłem do niego 3-terabajatowe dyski HGST (od kilku lat używam dysków jedynie tej marki; zawsze lubiłem Hitachi, a analiza ich awaryjności, chociażby ta od Backblaze jedynie mnie utwierdza w słuszności tego wyboru), a pozostałe miejsca wypełniłem posiadanymi przez siebie dyskami, wymontowanymi z obudów.

Sam proces wdrożenia nie był dla mnie bardzo łatwy, bo musiałem sobie rozpisać, które dane mogę przenieść tam wcześniej, zanim dysk zostanie sformatowany i dołożony do macierzy SHR. Dla zainteresowanych; przy dwóch 3-terabajtowych dyskach działających w SHR, dołożenie doń trzeciego trwa ok. 60 godzin. Przy czwartym wydaje mi się, że trwało to nawet dłużej.

Aktualnie mam tam więc 11,5 TB przestrzeni, które w SHR (autorskie rozwiązanie Synology; coś w rodzaju „elastycznego RAID 5”, również pozwalające na awarię jednego dysku bez utraty danych) widnieje jako blisko 8-terabajtowy wolumin. Udało mi się tam zmieścić całe swoje archiwum, zostawiając przy Maku mini jedynie czterodyskową macierz Thunderbolt, która służy do przechowywania aktualnych projektów oraz dwudyskową macierz FireWire, która aktualnie służy wyłącznie jako pamięć podręczna, więc rozważam czy i z niej nie zrezygnować, żeby zminimalizować ilość sprzętu wokół swojej „stacji roboczej”.

Jednocześnie, ten sam NAS zmieścił większość multimediów, które – dzięki serwerowi Plex – zdalnie udostępnia wspomnianemu wcześniej iMakowi w salonie, co bardzo ułatwiło tzw. życie codzienne i pozwoliło na pozbycie się 3-terabajtowego dysku USB z jego okolic, co z kolei bardzo korzystnie wpłynęło na ciszę w salonie.

NAS przejął też funkcję Inboxa ze wszystkich komputerów w domu, co opiszę szerzej przy okazji aktualizacji tekstu o aplikacji Hazel w niedalekiej przyszłości. Dość powiedzieć, że w mojej opinii jest to szalenie wygodne rozwiązanie, a NAS sprawdził się w tej roli znakomicie. Dużym udogodnieniem jest też dostęp do danych z poziomu aplikacji dla iOS16 oraz dostęp do systemu DSM z zewnątrz17, choć w przypadku iOS należy każdorazowo wymuszać odświeżenie strony w taki sposób, żeby iPad czy iPhone przedstawił się jako komputer, bo mobilna wersja tej strony to nic dobrego.

Udało mi się także skonfigurować klienta usługi CrashPlan w systemie DSM, którego nieoficjalny port krąży w sieci, a dzięki któremu moje archiwalne dane wciąż mają swoją kopię zapasową w chmurze.

Podsumowując; jestem bardzo zadowolony z NASa w domu, który przydaje się zarówno w pracowni, jak i w zadaniach bardziej prywatnych. Eksperyment uznaję więc za niewątpliwie udany. Czy czegoś żałuję? Czasem myślę sobie, że jednak lepiej byłoby zainwestować w model DS415+, który ma większą moc obliczeniową, której – zdaje się – Plexowi nigdy dość oraz chyba powinienem kupić jednak 4-terabajtowe dyski, bo przez cały czas, gdy go używam, ilość wolnego miejsca oscyluje w granicach 5-7%18, a aktualnie nawet poniżej 1%.

Jedyne na co mogę narzekać, to hałas – mimo że urządzenie jest zamknięte u mnie w biurku (ma zapewnioną odpowiednią wentylację) oraz jest umieszczone na gąbczastej podkładce, eliminującej drgania, DS414 z czterema dyskami wewnątrz jest bardziej słyszalny niż podejrzewałem, że będzie.

Wszelkie próby tłumienia tego dźwięku kończą się zwiększoną temperaturą dysków z 37°C do 41°C; nie sądzę, żeby były to wartości niebezpieczne dla napędów dostosowanych do pracy 24h na dobę, ale dla pewności wolałem nie ryzykować, więc pracuję sobie z tym szumem w tle. To niewysoka „cena” za funkcjonalność oferowaną przez to urządzenie i jego system operacyjny.

PS 80% powyższego tekstu powstało w aplikacji Ulysses, na ekranie telefonu. I tak sobie myślę, że chyba przygotuję podobne zestawienie „odkryć” 2015 roku z zakresu aplikacji, bo – podobnie jak powyżej – większość z nich nigdy nie doczeka się własnego artykułu.


  1. za pośrednictwem protokołu USB Attached SCSI 
  2. Nazwijcie to przywiązaniem do marki albo nawet „fanboizmem”, ale tak to wyglądało. 
  3. Ktoś mógłby powiedzieć, że skoro w tym samym mieszkaniu jest i Airport Extreme i Airport Express, to niemożliwe, żeby gdziekolwiek sygnał był niewystarczająco mocno – okazuje się jednak, że powierzchnia i grube mury robią swoje. 
  4. W przypadku sprzętu grającego najczęściej jest tak, że efekt „wow”, będący pierwszym wrażeniem, przeradza się w męczący dźwięk, którego nie sposób słuchać przez żaden dłuższy okres. 
  5. Który na większości znanych mi osób zrobił ogromne wrażenie, a mi sprawia po prostu mnóstwo przyjemności, zwłaszcza – co może wydać się dziwne – podczas sprzątania w mieszkaniu, kiedy to przemieszczam się pomiędzy pomieszczaniami czy piętrami, a dźwięk cały czas mi towarzyszy. 
  6. Głównie przez fakt kompensacji ekspozycji w celu prezentacji różnicy strumienia światła. 
  7. Przez „wygląda bardzo dobrze“ nie mam na myśli tego, że stylistycznie nawiązuje do urządzeń z przeszłości – co obecnie jest przecież bardzo modne – ale raczej, że jest właśnie ponadczasowy. Patrzysz i wiesz, że to radio. Po prostu. 
  8. ktoś jeszcze używa takich urządzeń? 
  9. Dlatego tak ciężko mi uwierzyć, że Smart Keyboard do iPada Pro jest ich pozbawiona. 
  10. W iOS 8 i wcześniejszych, gdy pisało się np. wiadomość iMessage i chciało się ją wysłać, trzeba było oderwać rękę od klawiatury i tapnąć ‘Send’ na ekranie – ⌘+Enter ani samo Enter nie działało. 
  11. a właśnie takiej używałem przez lata z iPadem 
  12. Mimo że nie znoszę go w OS X
  13. Nawiasem mówiąc, właśnie dlatego poświęcam tyle czasu i uwagi przy zakupach wszelakich – żeby potem mieć spokój na lata. 
  14. Tak naprawdę to mieszczą się nawet oba jednocześnie, ale wówczas torba jest wypchana w sposób, którego nie lubię. 
  15. Choć możliwość zainstalowania aplikacji Hazel na maszynie serwerowej to ogromne udogodnienie. 
  16. Oczywiście nie tylko w sieci lokalnej. 
  17. W ten sposób zarządzam kilkoma NASami Klientów. 
  18. To na szczęście da się jeszcze naprawić, wymieniając najstarsze dyski w nim na większe – SHR będzie miał szansę zaprezentować swoje możliwości. 
  • venedie

    Miłosz, uwielbiam takie wpisy! Tyle porno. :)

  • “W przypadku sprzętu grającego najczęściej jest tak, że efekt „wow”, będący pierwszym wrażeniem, przeradza się w męczący dźwięk, którego nie sposób słuchać przez żaden dłuższy okres.”

    AMEN! :)

  • dawg0r

    Super, że pojawił się nowy wpis. Możesz napisać cóż to za biurko na zdjęciu z dyskiem HGTS

    • To biurko mojego projektu w nowej pracowni. Pewnie to właśnie jemu poświęcony będzie następny tekst, bo niedługo minie rok, odkąd je mam, więc prawdopodobnie będę mógł już rzetelnie je opisać.

      • dawg0r

        Zdecydowałeś się na na biurko Stand – pamiętam, że często o tym pisałeś, myślałem jednak, że pójdziesz w kierunku rozwiązania opartego na automatyce góra/dół. Zresztą mniejsza z tym.
        Ważne, że wierni fani mają nowy wpis – dziękujemy!

        • Nie, żadne z tych mechanicznych nie wzbudzało zaufania, a mając 270 cm szerokości do dyspozycji nie musiałem szukać takiego rozwiązania.
          Dziękuję i ja!

      • dawg0r
        • I biurko! :) (u mnie w sypialni)

        • Świetne biurko, szukam czegoś podobnego. Podzielisz się informacją o modelu?

          • dawg0r
          • A ja od siebie dodam tylko, że jakość/trwałość jest adekwatna do ceny (i odwrotnie, jak mniemam), więc zalecałbym bycie ostrożnym z oczekiwaniami :)

          • Rozumiem, niestety na chwilę obecną nie mogę sobie pozwolić na większe biurko. Planuję przy nim pracować na monitorze 27″. W miarę możliwości oczywiście…

          • Moim zdaniem, do 27 cali potrzebujesz ZNACZNIE głębszego biurka. Na Twoim miejscu kupiłbym takie dwa (niekoniecznie tak szerokie jak te z linku), złączyłbym dłuższymi bokami i monitor ustawił na tym dalszym. Serio.

          • Problem polega na tym, że nie ma szans, żeby do obecnego mieszkania weszły 2 takie – to mieszkanie jednopokojowe. Wyglądałoby to naprawdę niedobrze. Jeśli tak sugerujesz to po prostu będę pracować na laptopie 13″ (rMBP) i 15″ (Dell) bez monitora, przy jednym i też będzie w sam raz. Próbowałem funkcjonować bez biurka, jedynie na łóżku – moje plecy bardzo na tym ucierpiały.

          • Michał

            Powieś monitor na ścianie. Na codzień będziesz miał biurko dosunięte do ściany, a do dłuższej pracy będziesz odsuwać się z biurkiem od ściany, zyskując odpowiedni dystans od ekranu.

          • pytanie jaki uchwyt do Della U2713H – zwykły VESA? Anyways, dzięki za sugestię.

          • Michał

            Nie wiem jaki uchwyt będzie najlepszy… Musisz go dobrać do tego jak (czy w ogóle) chcesz go regulować. Pamiętaj, że jeśli go kupisz w MediaMarkt / Saturn, to zawsze możesz zwrócić.

          • Podpisuję się pod pomysłem Michała – dobrze mówi!

          • Tak się składa, że mam dokładnie takie biurko na sprzedaż w dobrym stanie. Jeśli jesteś z okolic Wrocka to zapraszam do kontaktu ;)

          • Niestety nie. Gdynia, a szkoda. Podzielisz się nazwą/producentem?

          • niestety nie, Gdynia ;-)

  • Na stronie głównej jest pole do podania adresu e-mail – użyj, nie będziesz musiał śledzić Twittera (i nie obawiaj się o spam, wysyłam ~4 newslettery rocznie :⁠⁠)

    Obudowy, niestety, trafiły już do nowego właściciela, który podłączył je do zastępu swoich, identycznych, w jednym, długim łańcuchu FireWire :⁠⁠)

  • majerkeu

    Miłosz bardzo dziękuję za to, że cały czas prowadzisz tą stronę.

    • Ależ miły komentarz! Dziękuję.

      • endru098

        Też bardzo dziękuje. Bez wazeliny ale jesteś jedyną taką osobą, o której pamiętam i regularnie wchodzę na stronę bez rss czy newsletera.
        Co mogę dodać: PISZ WIĘCEJ

  • domel

    Odnosnie Transcend… szkoda, ze nie zainteresowales sie co o ofercie posiada SanDisk – mniejsze, piekniejsze i (ostatnia wersja 510) zdecydowanie wytrzymalsze, a cena i szybkosc podobna:
    SanDisk Extreme 500: https://www.sandisk.com/home/ssd/extreme-500-ssd
    SanDisk Extreme 510: https://www.sandisk.com/home/ssd/extreme-510-ssd

    • Rzeczywiście nie znałem, podobnie jak Samsunga T1, którego również dziś mi polecono. Tak, jak wspomniałem, wszystko odbyło się zanim zrobiłem jakiekolwiek rozeznanie.

  • “Najpiękniejsze na świecie usprawiedliwienie” – gratulacje! Sam będę miał takie dosłownie na dniach :)
    Chyba jesteś jedynym blogerem jakiego znam, który z czasem nie zatracił tego czym wzbudził kiedyś zainteresowanie. Styl pisania, bez wchodzenia nikomu w d***. Bez robienia kółek wzajemnej adoracji.

    W sumie jesteś dla mnie wzorem. Myślę, że warto to podkreślić tutaj. Szacunek!

    • Szczęśliwego rozwiązania Wam!
      Bardzo dziękuję za miły komentarz.

      PS Robicie kawał dobrej roboty u siebie, aż miło popatrzeć!

  • Michal Czerniawski

    Świetny wstępniak na nowy rok! Cieszę się, że masz jeszcze w zanadrzu trochę spostrzeżeń do podzielenia się z nami :)

  • Buthimild

    Sam ostatnio przymierzam się do zakupu NASa; wiele osób właśnie poleca Synology. Z drugiej strony można by zbudować serwer na własnych bebechach i dostosowany do swoich potrzeb. Nie zastanawiałeś się może Miłoszu nad budową serwera w oparciu np. o system FreeNAS?

    • Nie, absolutnie. Chyba wyrosłem już z takich rzeczy; chodzi mi o ilość czasu, jaki należałoby poświęcić na budowę czegoś takiego. W przypadku Synology ten aspekt mi odpadł – odpakowałem, włożyłem dyski, podłączyłem i od tamtego czasu działa. Czegoś takiego właśnie było mi trzeba.

      • nejten

        A co myślisz o WD My Cloud ? Ma to sens? Ciekawe jak z głośnością…

        • Instalowałem WD MyCloud u dwóch klientów (na ich prośbę). Żaden nie jest zadowolony. Nie polecam.

    • PiTi

      Złożyć to pewnie i się da… ale… no właśnie, jak zwykle jest jakieś ALE :-)
      Sam jestem użytkownikom Synology i powiem Ci, ze nie płacisz w zasadzie za ich hardware ale za software! Masz tam Out Of The Box wszystko czego Ci potrzeba.

      Mam albumy zdjeć, które mogę aktualizować wprost z telefonu. Podglad kamer w domu, swoją własna, prywatna chmurę typu Dropbox o pojemności 3Tb, albumy muzyczne i filmy, które przez DLNA widzi i wyświetla mój TV. Masz serwery www, serwer poczty, php, joomla, antywirus, DLNA, AirPlay, TimeMachine dla Mac’a, itp. Itd.
      I do tego masz do tego dostęp z każdego zakątka na Ziemii. I to wszystko po włożeniu dysku-/-ów i po kilku chwilach konfiguracji.

      Także podobny sprzęt pewnie złożysz samemu taniej ale pózniej jeszcze napisz na to software, który tak super z tym sprzętem współpracuje. Napisz klienckie Apki na telefon, komputer Apple TV itp :-) W Synology to wszystko masz od razu, i dodatkowo jeszcze robi Ci backup, się aktualizuje i po prostu… działa :-)

      • Buthimild

        Kurczę zgapiłem gdzieś Twój post, także przepraszam, że dopiero teraz odpisuję ;p.

        Generalnie na serwery “własnej produkcji” istnieje bardzo dobry system – FreeNAS. Instalacja tego nie jest jakoś kosmicznie skomplikowana; za hardware posłużą zwykłe PCtowe podzespoły. A wspomniane przez Ciebie dodatki, są (choć pewnie nie wszystkie?): instalacja np. OwnClouda czy Plexa to kwestia kilku kliknięć; backup Maka (i Windowsa) również nie jest problemem, tak samo jak przeniesienie całej biblioteki iTunes na niego. Nie wiem, jak działa to z AirPlay, ale wiele osób wykorzystuje przez DLNA, np. do odtwarzania filmów na telewizorze, tablecie itp. Niestety nie miałem czasu żeby wsiąknąć i przejrzeć wszystkie jego możliwości, ale to co mnie najbardziej interesuje jest i, jak donoszą użytkownicy, sprawuje się bardzo dobrze.

        Kwestia “taniości” to dla mnie kwestia drugorzędna; bardziej liczy się dla mnie niezawodność. Dlatego zdecydowałem, że na pewno nie zakupię do NASa dysków Seagate tylko HGST (dzięki Miłoszu! :)). Choć nie ma co mydlić oczu – takiemu zestawowi trzeba poświęcić zdecydowanie więcej czasu. Ja nadal się nie zdecydowałem, potrzebowałbym na start dwóch dysków (które do tanich nie należą), więc póki co chowam zaskórniaki i się rozglądam :).

        PS. W nadchodzącej wersji FreeNAS 10 ma wejść wsparcie dla Thunderbolta. Kusi! Ojj… kusi ;).

  • nejten

    Świetny wpis. Chce więcej :)

    Przyznam że Transcend ESD400 i instalacja na nim systemu (OS X?) to ciekawe rozwiązanie.

  • Wpis jest mega :D pytanie gdzie kupić te głośniki ? :)

    • Dziękuję!
      Głośniki chyba już tylko bezpośrednio od producenta, ale za to w dobrej cenie :)

      • QDS

        Na stronie producenta: currently unavailable :-(

        • …a wiedziałem, żeby dogadać się z nimi w kwestii jakiejś prowizji czy coś…

  • Jacek Taranko

    Jak zawsze czyta się bardzo dobrze. Dziękuję za garść przydatnych informacji.

  • janek

    Dzięki!

  • Tak, podobnie jak Behringer. Uznałem, że mam je zbyt krótko, żeby rzetelnie je opisać, więc …następnym razem.
    Dzięki za komentarz!

  • Thomas1919

    Z jakiego ekspresu pochodzi kolba na zdjęciu głównym?
    Pozdrawiam

    • Rancilio Silvia; nie załapał się do tego tekstu, będzie w następnym.

  • Michał

    Miłosz, po pierwsze serdeczne gratulacje dla Twojej żony i dla Ciebie z powodu narodzin potomka. Niech rośnie zdrowo. Po drugie wielkie dzięki za ten wpis – znowu inspirujesz, tym razem w kwestii Synology. Muszę zgłębić temat ;).

    • Dziękujemy bardzo!
      W kwestii Synology; i ja dopiero raczkuję, ale chętnie się podzielę doświadczeniami, jeśli będzie to potrzebne.

    • Marcin

      Miłoszu, gratulacje ode mnie i od żony :) Dziękuję za świetny wpis, brakowało go na stronie :) proszę o częściej w miarę możliwości :) Torba, którą opisujesz jest kapitalna :)
      Michał nad Synology się nie zastanawiaj tylko wybierz model i kupuj :) Ja ponad rok temu też się zastanawiałem i za poradą Miłosza kupiłem DS215j, to był jeden z najlepszych zakupów w tatym czasie. Myślałem nad zrobieniem swojego NASa (nawet znajomy mi proponował pomoc w postawieniu serwera na Linuxie) lecz stwierdziłem, że szkoda mi czasu na konfigurację, sprawdzanie ew. poprawki itp. Synology oferuje sprawdzone rozwiązania, które działają super (przynajmniej dla mnie :)) Jestem z niego mega zadowolony, jest mały w miarę cichy i ładnie wygląda, choć obecnie umieściłem go w szafie razem z routerem, drukarką i innymi sprzętami elektronicznymi. Stoi na podkładkach złożonych na 3 części (można takie kupić w Ikea jest to taka mata do wyłożenia w szufladach, żeby się rzeczy nie przesuwały). Odciąłem z tego kawałek i złożyłem na 3 części i to podłożyłem pod nóżki z przodu i z tyłu, różnica w przenoszeniu drgań jest znacząca :) A NAS sam robi wiele rzeczy, korzystam z niego ciągle, na nim trzymam wszystkie projekty przez co mój Macbook ma więcej miejsca, same korzyści :)
      Pozdrawiam serdecznie :)
      Marcin Sz.

      • Michał

        Nie wątpię, że NAS w domu, to przydatna rzecz. Patrząc jednak na to, co bym chciał – a chciałbym, aby był to przyszłościowy zakup, czyli od razu czterodyskowy NAS (nawet gdybym na dzień dzisiejszy aż tyle miejsca nie potrzebował, to pewno szybko to się zmieni), oraz szybki model (Miłosz na pewno poświęcił długie godziny na swój wybór, a ponieważ nie zawiodłem się nigdy na jego wyborach, uprościłem sobie sprawę i sprawdziłem tylko modele o których wspominał… DS414 nie ma już na stronie producenta, modele z opcją rozszerzenia mnie nie interesują – chcę mieć wszystko w jednej obudowie, więc zostaje model DS415+… Miłoszu, faktycznie często żałujesz, że nie wybrałeś tego modelu?). Biorąc pod uwagę, że nie mam żadnych dysków które mógłbym włożyć do NAS (czyli od razu musiałbym dokonać też zakupu dysków twardych – czy mógłbym na początek włożyć do czterodyskowego NAS tylko dwa dyski, i z czasem dokupić trzeci i czwarty dysk?), to ilość pieniędzy do wydania na jeden raz nie jest mała. Więc pytanie, co bym za tą cenę osiągnął? Nie musiałbym podpinać do MBP dysków USB (jak siedzę przy biurku, to nie robi to aż takiej różnicy, dużym plusem jest za to, że mogę wstać od biurka, zabrać MBP i pójść w dowolne miejsce w domu, i dalej pracować). Zwiększyłbym bezpieczeństwo danych (awaria jednego dysku, nie spowoduje utraty danych… w tej chwili nie pracuję na żadnych macierzach, zwykłe dyski twarde w pojedynczych obudowach). Mógłbym wreszcie zrobić jedno miejsce ze wszystkimi multimediami i odtwarzać to z Apple TV który chcę kupić. Mógłbym wgrywać żonie zdjęcia do Photo (na tą chwilę nie mamy żadnego dysku sieciowego… gdyby taki był, to zainstalowałbym jej Hazel i kazał mu monitorować konkretny folder na dysku sieciowym – żona nie lubi jak dotykam jej komputer ;) a tak wszystko działoby się automatycznie i zdalnie)… ale czy to wszystko jest tego warte? Nie korzystałbym z poczty, VPN i innych bajerów które daje NAS… Z dostępu zdalnego też raczej nie – więcej niż połowę roku, pracuję poza domem w warunkach offline, więc i tak najważniejsze dane wożę na dyskach zewnętrznych. A może lepiej kupić przenośną macierz, którą w sytuacjach offline miałbym ze sobą, a w domu podłączałbym do Airport Extreme i miał zdalny dostęp z każdego miejsca w mieszkaniu? Wyjdzie taniej i może w moim wypadku bardziej się to sprawdzi?

        • (aż wstałem po klawiaturę, żeby Tobie odpisać :)
          Potrzeby każdego są inne, wiadomo, więc trudno z całą pewnością stwierdzić czy taki zakup i koszty z nim związane są tego warte, a jednak nie mam żadnych oporów, żeby upewnić Cię, że tak jest.
          Od początku jednak; istotnie, tydzień po zakupie mojego, Synology zastąpiło DS414 modelem DS416, który jednak nie różni się praktycznie niczym (poza USB 3.0 na przednim panelu zamiast USB 2.0 jak w DS414, który USB 3.0 ma tylko z tyłu). Sam wspomniałem w tekście, że żałuję, że nie zdecydowałem się na DS415+, którego większa moc obliczeniowa wyeliminowałaby kilka problemów z Plexem, na które natrafiałem, ale poradziłem sobie z tym w inny sposób. Śledząc jednak wersję beta systemu DSM 6.0, widzę, że model DS415+ jest też znacznie bardziej „przyszłościowy” – spora część usług z nowego DSM nie będzie działała na DS414/DS416 (jak np. Snapshot & Replication czy Document Viewer).
          Co do dysków; oczywiście – możesz na początek włożyć tylko dwa dyski, a potem dokładać kolejne. Pamiętaj jednak, że jeśli zdecydujesz się na system SHR (czyli taki ulepszony RAID od Synology), czyli uszkodzenie jednego z dwóch dysków nie pozbawi Cię danych, to włożenie np. dwóch 3 TB dysków da Ci 3 TB przestrzeni do wykorzystania. Dopiero dołożenie kolejnego napędu zwiększy tę wartość (na stronie Synology jest bardzo przyjazny „kalkulator” który doskonale to obrazuje: https://www.synology.com/en-global/support/RAID_calculator). Jeśli mogę też coś doradzić, to nie oszczędzaj na dyskach i bez względu na wybranego producenta, upewnij się, że kupujesz dyski dostosowane do pracy w NASie.
          Wspominasz, że nie masz zbyt dużych oczekiwań względem takie rozwiązania; ot, zastąpienie dysków przenośnych NASem, zwiększone bezpieczeństwo danych, kopia zdjęć Żony i centrum multimediów. W mojej opinii, już tylko dla powyższych rzeczy warto w to zainwestować. Nowe zastosowania pojawią się same i będziesz tym milej zaskakiwany im dłużej będziesz z tego korzystał (bo np. uznasz, że prywatna chmura „bez ograniczeń” też się przyda i kilkoma kliknięciami sobie taką stworzysz).
          Alternatywne rozwiązanie, o którym piszesz, to oczywiście też jest jakaś opcja, ale ograniczona jest wyłącznie do przechowywania danych – jeśli uznasz, że to Ci wystarczy, to oczywiście, idź tą drogą; zaoszczędzisz pewnie sporo pieniędzy, a zyskasz możliwość zabrania takiej macierzy, gdy pracujesz off-line; NAS to jednak domator i to raczej wymagający dostępu do sieci. Na cokolwiek się zdecydujesz; powodzenia!

          • Michał

            Miłoszu, dziękuję. Twoje pozytywne wrażenia są najlepszą reklamą Synology jaką znalazłem w całym Internecie. Teraz, kiedy jeszcze bardziej zachęciłeś mnie do NAS, wpadłem na inny pomysł dla mojej offline’owej części życia. Dysk przenośny USB, który w domu jest podłączony do NAS, i na bierząco synchronizuje z nim najważniejsze foldery (w domu pracuję na NAS). Jak wychodzę, to zabieram ze sobą ten dysk i mogę pracować offline. Po powrocie do domu, ponownie podłączam do NAS ten dysk i synchronizuję zmiany które robiłem offline. Jak to zrobić, aby proces był jak najbardziej automatyczny? Coś przy pomocy Carbon Copy Cloner? Czy NAS będzie dostatecznie szybki dla biblioteki Lightroom? Co do dysków dla NAS, to czy wystarczy że będę patrzeć za HGST DESKSTAR, czy są jeszcze różne modele w tej serii? Jakiś sklep polecisz aby kupić te zabawki?

          • Ależ mi teraz głupio, że sam o tym nie pomyślałem! Rzeczywiście, to najlepsza opcja. Sprawę załatwi Ci albo Carbon Copy Cloner albo Hazel. Co do pozostałych pytań; jeśli katalog Lightroom i plik z wygenerowanymi podglądami będą na komputerze lokalnym, to pliki mogą być na dowolnie wolnym dysku i – poza eksportem – nie wpłynie to na komfort pracy nad zdjęciami. Uruchamianie katalogu z NASa (czy jakiegokolwiek dysku zewnętrznego, który nie jest SSD podłączonym za pośrednictwem Thunderbolt czy USB 3.0) to raczej średni pomysł. U mnie, NAS osiąga prędkości jak w załączniku (nota bene, dokładnie takie same wartości osiąga mój LaCie Little Big Disk z dwoma 2,5-calowymi dyskami w RAID 0, podłączony via FireWire – dowód również w załączniku). Do przechowywania plików starcza aż nadto, ale do ciągłej pracy z katalogiem może być za wolno. W kwestii dysków; HGST Deskstar (nie mylić z Ultrastar) to jedyne, na co powinieneś zwracać uwagę, jeśli rzeczywiście na nie się decydujesz. Sklepu polecić nie zdołam, bo i sam kupowałem u różnych, dość przypadkowych sprzedawców.

  • zenek73

    Hej!

    Myślałem o tym radyjku ale.. wybieram droższe i duuuużo bardziej zaawansowane Revo+ SuperConnect. Też oldschool. A możliwości wielokrotnie większe!

    • Twoje to zupełnie inna liga.
      Dzięki za komentarz – nie wiedziałem o istnieniu tego urządzeniu, a do sypialni może nadać się lepiej niż sam bezprzewodowy głośnik B&O, o którym myślałem.

  • Marcin

    Nieśmiałe pytanie w kwestii BN0032 – kupowany w PL? Stacjonarnie? Bo teraz to cienko…
    Z góry dziękuję za odpowiedź i pozdrawiam,
    Marcin