Hazel – gosposia w OS X

Poniższy artykuł został napisany i opublikowany 5 lat temu. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że część informacji i linków jest już nieaktualna.

Ostatnimi czasy, większość tekstów na tej stronie, skupiona była na sprzęcie lub wokół sprzętu oscylowała. Chciałbym to zmienić i wrócić do tematu oprogramowania i myślę, że dobrą okazją ku temu będzie prezentacja kolejnej aplikacji dla Mac OS X z mojego prywatnego, czteromiejscowego podium.

Piszę „kolejnej”, bo o OmniFocus już pisałem, o TextExpander także wspomniałem; zostają więc jeszcze dwie. Na pierwszy ogień idzie dziś Hazel.

Hazel, nazwany przez producenta Twoją osobistą gosposią, potrafi zautomatyzować często wykonywane czynności, bazując na plikach. Dokonuje tego poprzez ciągłą obserwację danych folderów i analizę plików w nich się znajdujących. Gdy pierwszy raz trafiłem na podobny opis, stwierdziłem, że nie jest mi to potrzebne – przecież nieczęsto wykonuję jakiekolwiek operacje na plikach, a już na pewno nie na tyle często, żeby coś miało to robić za mnie.

Jak zwykle, bardzo się myliłem.

Nie będę jednak wypisywał listy możliwości tej aplikacji, bo tę można znaleźć na stronie producenta, a zamiast tego, skupię się na tym, co Hazel robi dla mnie.

Biurko

Podczas pracy, często korzystam z folderu Desktop w katalogu użytkownika (czyli Biurka, w polskiej wersji językowej). Zaśmiecam go wówczas tymczasowymi plikami, których później nie sprzątam, bo – jak napisałem ostatnio – gdy już siadam do komputera wolę pracować niż robić porządek. Niemniej jednak, bałagan na Biurku drażni mnie ogromnie i w efekcie – bardzo rozprasza. Postanowiłem coś z tym zrobić (nie zmieniając przyzwyczajeń i nie oszukując się, że nagle zacznę sprzątać to na bieżąco), a Hazel bardzo mi w tym pomógł.

Stworzyłem bowiem katalog inbox, który umieściłem właśnie na Biurku, a w Hazel stworzyłem regułę, dzięki której Biurko jest pod stałą obserwacją gosposi. Reguła ta ma tylko dwa warunki; sprawdza czy plik został dodany (Date Added) do Biurka w ciągu ostatnich trzech godzin oraz czy nazwą powyższego nie jest inbox (żeby niczego nie robił ze stworzonym wcześniej katalogiem). Każdy plik spełniający powyższe warunki zostaje przeniesiony właśnie do katalogu Inbox. Innymi słowy, po trzech godzinach od momentu pojawienia się pliku na Biurku, automatycznie zostaje on przeniesiony do inbox. Gdybym pisał w języku angielskim, zadałbym teraz pytanie How cool is that?, ale nie piszę.

Żeby jednak nie katalog inbox nie rozrósł się do niebotycznych rozmiarów, do swojego piątkowego porządkowania (nie pamiętam czy już o tym pisałem – pisałem?) dopisałem pozycję clear /Desktop/inbox, więc w każdy piątek po godzinie 13:00, OmniFocus przypomina mi, że muszę zajrzeć „pod dywan”, gdzie gosposia ukryła wszystkie brudy minionego tygodnia.

Pobrane

W katalogu Downloads nietrudno o bałagan – pobieramy z sieci masę plików, które najczęściej potrzebne są tylko na chwilę, a które leżą tam aż do momentu, gdy raz w roku przypomnimy sobie, żeby to uprzątnąć, co zajmuje wtedy cały dzień pracy – mam rację? Jednak bałagan, jako taki, nie wszystkim przeszkadza – ograniczeniem jest jednak pojemność coraz bardziej popularnych dysków SSD, która niejako zmusza nas do ciągłej kontroli tego, co znajduje się na takim dysku (DaisyDisk uruchamiam kilka razy w tygodniu). I tu znów z pomocą przychodzi Hazel i nowa reguła, która u mnie sprawdza czy znajdujące się w Downloads pliki mają rozmiar większy niż 300 MB, a jeśli tak, oznacza je kolorem czerwonym i wyświetla „przyklejone” powiadomienie Growl.

W ten sposób, przynajmniej z dużymi plikami robię porządek na bieżąco. Dodatkowo, Hazel pozwala na automatyczne usuwanie niekompletnych pobrań po wybranym okresie czasu, bez potrzeby tworzenia odbrębnej reguły.

Z racji faktu, że Evernote zastąpiło mi segregatory z dokumentami i fakturami, pobieram je w formie pliku PDF ze stron. Domyślnie trafiają do katalogu Downloads, gdzie Hazel sprawdza skąd został pobrany (Source URL/Address). Jeśli adresem jest jeden z czterech, które podałem oraz rozszerzeniem pliku jest PDF, uruchamia krótki AppleScript, który umieszcza dany plik w domyślnym notatniku Evernote, a następnie go usuwa z katalogu Downloads. Uwierzcie mi na słowo, działa to magicznie.

Sync

W wydanej niedawno wersji 3.0 aplikacji Hazel pojawiła się nowa akcja – synchronizacja. Dzięki niej, mogę ustawić sobie dwa foldery, których zawartość będzie się automatycznie synchronizować w tle, bez względu na to, gdzie zostały dokonane zmiany. Używam tego w przypadku dwóch katalogów shows, na dwóch oddzielnych dyskach zewnętrznych, o czym pisałem przy okazji tekstu o kopiach zapasowych.

Stare kopie

Hazel sprawdza się znakomicie także w przypadku usuwania starych kopii zapasowych aplikacji, które nie posiadają takiej opcji, jak na przykład OmniFocus czy Lightroom. Ten pierwszy wykonuje kopię swojej bazy raz lub dwa razy dziennie, ale nigdy jej nie usuwa. Prosta reguła w Hazel załatwia sprawę:

Jeśli dana kopia została zrobiona wcześniej niż 10 dni temu (wiem, że to dużo, ale biorąc pod uwagę, że OmniFocus to „pół mojego życia”, staram się zabezpieczyć jak tylko się da), zostaje przeniesiona do kosza.

Dokładnie tak samo wygląda reguła, usuwająca stare kopie biblioteki Lightroom. Dzięki temu nie muszę już tracić czasu i energii na ręczne organizowanie tych plików i – co ważniejsze – nie muszę nawet o tym pamiętać.

Drafts

Drafts to jedna z najciekawszych ostatnio wydanych aplikacji dla iOS, która dodatkowo bardzo szybko się rozwija. Właśnie z tego powodu, nie używam już reguły, którą zamierzam właśnie opisać, ale być może podobne rozwiązanie jeszcze komuś się przyda. Reguła ta powstała po to, by zapisując notatkę z Drafts w Dropboksie, automatycznie została ona dodana do Evernote (w sposób podobny, jak dokumenty PDF, opisane wcześniej).

Wraz z kolejną aktualizacją Drafts, funkcjonalność ta została dodana z poziomu aplikacji, nie ma już więc potrzeby „obchodzenia” tego na około. Reguła wykrywała każdy plik, umieszczony w katalogu /Dropbox/Apps/Drafts i, za pomocą AppleScript, dodawała go do Evernote (korzystałem z tego, bo notatki zapisane w Dropboksie przepadały – zapominałem o nich po prostu, a do Evernote zaglądam przynajmniej raz w tygodniu).

iOS » Mac OS X

W podobny sposób, choć tym razem z wykorzystaniem Dropbox, przesyłam też pliki – głównie zrzuty ekranu – z iOS na Biurko lub do chmury, za pośrednictwem aplikacji CloudApp. Wiem o istnieniu Photo Stream, ale przekonałem się też niejednokrotnie, że działa on (choć pewnie) znacznie wolniej, niż bym sobie tego życzył.

Z poziomu iPhone’a lub iPada umieszczam dany plik w katalogu /Dropbox/Apps/Hazel/to Desktop lub to CloudApp, a proste reguły w Hazel, przenoszą dany plik na Biurko lub uruchamiają za pomocą aplikacji CloudApp.

Dziennik

To najbardziej magiczna reguła, która – rozszerzona o małe workflow z Automatora – sprawia, że uśmiecham się za każdym razem, gdy jest aktywowana.

Do czego ona służy? Niemal codziennie umieszczam zdjęcie w swoim dzienniku – nie używam jednak WordPressowego panelu do umieszczenia fotografii na serwerze, a robię to za pomocą klienta FTP. Nietrudno się domyślić, że postanowiłem więc ten zestaw codziennie wykonywanych czynności zautomatyzować. Zmodyfikowałem w tym celu istniejący preset eksportu w Lightroom, który poza tym, że zmniejsza fotografię do określonych rozmiarów, zmienia też jej nazwę na numerek podany w polu Title metadanych i umieszcza go w katalogu /Desktop/inbox/dziennik. Tam z kolei, Hazel „przechywca” ten plik, uruchamia zestaw akcji z Automatora, które – dzięki wsparciu operacji dla Transmit – umieszcza je w wybranym katalogu na wybranym serwerze (nawet, jeśli Transmit nie jest nawet uruchomiony), a następnie usuwa ten plik z dysku lokalnego.

Wszystko dzieje się automatycznie, w momencie, gdy uruchomię eksport pliku. Domyślam się, że słowa nie w pełni oddają to, co się wówczas dzieje, więc zobrazowałem cały proces, umieszczając na serwerze dzisiejsze zdjęcie z dziennika:

Od tego właśnie jest komputer, czyż nie?

Dodatkowo, Hazel potrafi także samodzielnie opróżniać kosz po określonym czasie lub na podstawie zajmowanej przestrzeni na dysku (np. nie pozwalaj, aby w koszu było więcej niż 1GB plików). Co więcej, istnieje też specjalna opcja związana z usuwaniem aplikacji, która wyszukuje wszystkie pliki związane z usuwaną aplikacją i pyta czy także chcesz się ich pozbyć. Oznacza to, że mając Hazel możesz zrezygnować (o ile posiadałeś wcześniej) z oddzielnej aplikacji, która służy tylko usuwaniu innych.

Podsumowanie

Jak nietrudno zauważyć, ja aplikacją Hazel jestem zachwycony i wydanie na nią $25 wydało mi się niemal okazją (jeśli nie jesteś pewien, czy Tobie przyda się tak, jak mi, możesz pobrać ze strony 14-dniową wersję testową). Być może nie oszczędzam dzięki niej mnóstwa czasu, ale ze względu na zaoszczędzone sekundy i fakt, że o tak wielu rzeczach nie muszę już pamiętać, moja sympatia do gosposi nie powinna być dla nikogo zaskoczeniem.

Submit a comment