iPad Air 2

Poniższy artykuł został napisany i opublikowany 3 lata temu. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że część informacji i linków jest już nieaktualna.

Poniższy tekst pochodzi z „à propos piątku” #060, ale został z niego wyodrębniony i przypisany do kategorii „Sprzęt”, w celu łatwiejszego odnajdowania go w przyszłości.

Gdy podczas prezentacji został wyświetlony film, promujący nowego dużego iPada, niespecjalnie mnie on zainteresował1, ale głównie dlatego, że po używaniu iPada mini przez niemal dwa lata, wiem, że nie jestem już targetem dla jego większej wersji. Tak się jednak złożyło, że oczekując na zamówienie nowego iPada dla siebie – dzięki uprzejmości sklepu kupjablko.pl – przez ponad dwa tygodnie miałem okazję poużywać iPada Air 2.

Przez ten czas ani przez chwilę nie przywykłem do jego wielkości – ponad półtora roku z iPadem mini zrobiło swoje.

Mimo że nowy iPad jest naprawdę lekki i jest pierwszym dużym iPadem, którego wygodnie można używać jedną ręką, za każdym razem, gdy chwytałem „dużego” iPada, wydawał mi się on za duży. Wszystkie elementy wyświetlane na ekrane również zdawały się być niepotrzebnie duże – przypominało mi się nawet wszystko to, co powtarzałem teściowi, namawiając go na dużego iPada. Że wszystko tam jest trochę większe, bardziej wyraźne, bardziej czytelne. Ale mi do emerytury jeszcze trochę zostało – myśłałem za każdym razem, gdy włączałem ekran Aira 2. Po przywróceniu danych z kopii mojego iPada, musiałem pozmieniać ustawienia wielkości fontów niemal w każdej aplikacji, żeby tekst nie był tak wielki. Jego wielkość sprawia też, że jest on nieporęczny, zwłaszcza w pionie, gdy chce się napisać coś kciukami. Oczywiście, żebyśmy się dobrze zrozumieli; pisząc „wielkość” mam na myśli przekątną ekranu. Przekonałem się o tym dość dotkliwie, gdy zamówiony wcześniej iPad mini 2 wreszcie do mnie dotarł. „Maluch” okazał się być idealny, jeśli chodzi o wielkość ekranu; „wreszcie!” było pierwszym słowem, które wypowiedziałem, chwytając go do ręki (po prawie miesiącu nieposiadania małego iPada w ogóle). Ucieszyłem się nawet z powrotu fizycznego przycisku blokującego obracanie ekranu (lub wyciszającego urządzenie) z boku obudowy, który został wyeliminowany w iPadzie Air 2.

Zaraz potem okazało się jednak, że iPad mini jest znacznie grubszy niż zapamiętałem i sporo cięższy.

Wyszło na to, że ręka na tyle przywykła do lekkiego i super cienkiego Aira 2, że spodziewa się mniejszego ciężaru podnosząc małego iPada2. Bardzo szybko okazało się też, że duża retina znacznie lepiej odwzorowuje kolory niż jej mniejsza wersja (zwłaszcza w zakresie zieleni), która wydaje się wyblakła i zdecydowanie cieplejsza i to nie tylko w bezpośrednim porównaniu. Bardzo wyraźna jest też różnica w sposobie osadzenia ekranu; dzięki jego bliskości pod palcem, wrażenie obcowania z nim – tapnięcia czy pisanie na klawiaturze – są zupełnie inne, bez wątpienia znacznie lepsze, a samo używanie urządzenia – cichsze. Poprzednie modele wydają się przy nim naprawdę gorzej wykonane. Przyznaję, że nie sądziłem, że – wydawałoby się –  niewielka zmiana odległości między ekranem a szybą jest w stanie zrobić tak dużą różnicę w ogólnych wrażeniach obcowania z urządzeniem. Zaskakujące było dla mnie także to, jak bardzo jest to widoczne; nawet na zbliżeniach nie rzuca się to w oczy tak bardzo, jak na żywo.

O dziwo, ten ekran zrobił znacznie większe wrażenie na moich znajomych czy rodzinie niż pierwsza Retina na 10″ (czyli iPad 3) – na tamtego prawie nikt nie zwrócił uwagi, a tym wszyscy się zachwycali, choć w dużej mierze nie potrafili zdefiniować o co dokładnie chodzi. A chodziło właśnie o to, że ekran jest tu „przyklejony” do szyby, przez co jest znacznie bliżej palca – to, w połączeniu z jego kolorami, ostrością i podświetleniem (które jest szalenie jasne; nigdy nie zdarzyło mi się przekroczyć 25% na suwaku, choć domyślam się, że po części jest za to odpowiedzialna pora roku) sprawia, że urządzenie wygląda zjawiskowo, a przeglądanie na nim fotografii to czysta przyjemność (o ile właśnie nie przesadzi się z jasnością podświetlenia).

Do tego dochodzi jeszcze zmiana w zakresie „zmatowienia” ekranu – przyznaję, że różnica jest dość subtelna (nie każdy ją zauważa), ale jednak przydatna3 i będąca sporym plusem.

Znacząco zmieniły się też głośniki i to nie tylko z zewnątrz, gdzie dwa rzędy otworów zostały zastąpione jednym, jak w nowych iPhone’ach, ale przede wszystkim wewnątrz. Dźwięk, który potrafi wydobywać się z urządzenia jest znacznie głośniejszy niż w poprzednich modelach. Jest nie tylko na tyle głośny, że może być używany w kuchni, podczas gotowania, np. do odsłuchania podcastu, gdzie nie wymaga żadnego zewnętrznego głośnika, żeby być wyraźnie słyszalnym, ale także potrafi być na tyle głośny, że wibracje z membrany odczuwane są jako drżenie całego urządzenia (w czym pewnie jego niska waga tylko pomaga). Jest to bardzo dziwne uczucie i do samego końca nie mogłem zdecydować czy jest to coś dobrego czy wręcz przeciwnie – gdy Żona uruchomiła na nim Dots, pierwsze o co zapytała, to ‘dlaczego on wibruje?’. Czasem jest to ciekawy efekt, jako „fizyczny dodatek” do oglądanego filmu, ale warto sprawdzić to samemu przed zakupem, bo nietrudno jest mi wyobrazić sobie, że może to bardzo drażnić, zwłaszcza, że pojawia się to nawet przy niższych poziomach głośności (co jednak dobrze świadczy o paśmie przenoszenia samych przetworników).

Różnica między 1 a 2 GB pamięci RAM także jest odczuwalna, choć, przyznaję, jest mniejsza niż przejście między 512 MB a 1 GB , czyli iPadem mini bez retiny na tego z retiną, a przynajmniej taka będzie dla większości użytkowników.

W moim przypadku, iPad Air 2 oznaczał przeskok z 512 MB na 2 GB pamięci RAM i różnicy tej nie sposób określić inaczej jak „przepaść”. Używanie iPada Air 2 jest jak dołożenie dysku SSD i 16 GB pamięci RAM do komputera – każdy, kto używał np. MacBooka Pro z 4 GB pamięci RAM i wolnym talerzowym dyskiem, a zmienił je na 16 GB pamięci i dysk SSD, doskonale wie, o czym mówię. Większa ilość pamięci RAM mieści stany wszystkich aplikacji, więc przełączanie między nimi zajmuje moment, a wszystkie od razu są gotowe do pracy. Pisząc to wydanie „à propos piątku” (które, nota bene, powstało w ogromnej większości na iPadzie), używałem głównie Editoriala, który nawet po dwóch dniach nieużywania (a korzystania z iPada), po uruchomieniu, włączał się z karetą w dokładnie tym samym miejscu, w którym skończyłem.

Wniosek z powyższego jest prosty – jeśli w przyszłym roku Apple zaprezentuje iPada mini 44, który będzie miał ekran jak w iPadzie Air 2 (mam tu na myśli zarówno odwzorowanie kolorów, jak i sposób osadzenia ekranu w obudowie), 2 GB pamięci RAM i będzie miał podobną grubość jak Air 2 właśnie (tj. 6,1mm zamiast 7,5mm), kupię go bez zastanowienia. Rozważałem przez moment zakup dużego iPada, jako urządzenia do pracy i prezentacji zdjęć chociażby, ale bardzo szybko zdałem sobie sprawę, że nie chciałbym być takim człowiekiem, tj. mieć dwa iPady, tylko dlatego, że jeden jest nieco lepszy w jednych, a drugi w innych zadaniach.

Żeby jednak oddać sprawiedliwość iPadowi mini 2 i jego aktualnej, szalenie atrakcyjnej cenie, nadmienię, że wcale mi się do tej wymiany nie spieszy, a oczekiwanie na iPada mini 4 będzie dalekie od niecierpliwego.

Nie chcąc wyjść na hipokrytę, muszę jednak nadmienić, że oczywiście, że na 10 calach wygodniej używało się Lightroom dla iPada, Pixelmatora, OmniPlan, Screens czy nawet Numbers. Różnica w wydajności nowego iPada, względem poprzednich modeli, także działa na jego korzyść; na poniższych zrzutach widać wyraźnie o ile szybszy jest on od pozostałych urządzeń z iOS:

Zrobiłem nawet mały test – skopiowałem z telefonu kilka materiałów wideo, nagranych w Slo-Mo (720p/120 fps), umieściłem je w iMovie, nałożyłem kilka efektów, dodałem muzykę i wyeksportowałem. 2-minutowy materiał eksportował się i zapisywał gotowy plik w 54 sekundy na iPadzie mini 2, a iPad Air 2 zrobił dokładnie to samo w 30 sekund. Dla porównania, pobrałem iMovie na swoim komputerze i zduplikowałem (w miarę możliwości, bo efekty w makowej wersji iMovie nie są tożsame z tymim z iOS) ten sam projekt i wyeksportowałem go w ten sam sposób. Trwało to 1:54 minuty, czyli dwukrotnie wolniej niż na iPadzie z procesorem A7 i niemal czterokrotnie wolniej (!) niż na iPadzie z A8X. Oczywiście, ma to spory związek z optymalizacją oprogramowania, bo makowy iMovie podczas eksportu używał ~140% procesora, co w systemie 8-wątkowym oznacza ~17,5% możliwości komputera. Mimo wszystko, w konkretnego zadaniu, iPad okazał się być sporo szybszy.

Co równie ciekawe, ta zwiększona wydajność i zmniejszona grubość urządzenia5 nie pociągnęła za sobą spadku czasu pracy na baterii – nadal trzebaby było się mocno postarać, żeby rozładować ją w ciągu jednego dnia. Nowy Geekbench dla iOS został wyposażony w specjalny test, który uruchamia się, gdy bateria naładowana jest w 100%. Test, przy podświetlonym ekranie, wykonuje szereg operacji dość mocno obciążających procesor, rozładowując tym samym baterię, a w międzyczasie zliczając czas jaki zajmuje takie pełne rozładowanie. Wykonałem go jednocześnie na dwóch nowych iPadach – Air 2 i mini 2. Wynik pierwszego po lewej, drugiego po prawej:

W tym momencie pojawił się kolejny wniosek – skoro iPad jest już tak wydajnym urządzeniem, mógłby z powodzeniem zastąpić komputer przynajmniej w części zadań, gdyby – i tu uwaga – …był większy. Wiem, że brzmi to jak kolejny przykład hipokryzji; wszak poświęciłem kilka akapitów na przedstawienie wyższości małego iPada nad dużym, a nagle stwierdzam, że duży jest za mały, ale jeśli miałbym używać go do pracy po kilka godzin dziennie, nie miałbym nic przeciwko gdyby ów miał 12 czy 13 cali i podstawę jak Wacom Cintiq. Oczywiście, nie wierzę, że domniemany iPad Pro tak właśnie będzie wyglądał – zaznaczam tylko, że nie miałbym nic przeciwko takiemu urządzeniu.

W międzyczasie, czytając co nieco o nowym iPadzie (choć tyczy się to większości opisów nowych urządzeń, nie tylko w „polskim internecie”), zwróciłem uwagę na pewną nieświadomość rynku, jaką charakteryzują się te teksty czy ich autorzy. Rzecz w tym, że taki iPad Air 2 zawsze porównywany jest z poprzednikiem, tj. iPadem Air. Mówi się o tym, co zostało zmienione, udoskonalone, przyspieszone. Odsetek osób, które zmienią iPada Air na iPada Air 2 jest znikomy. Nie tylko dlatego, że lepszy ekran i większa ilość pamięci RAM nie dla wszystkich ma tak duże znaczenie, by inwestować w to swoje ciężko zarobione pieniądze, ale głównie dlatego, że pewnie tylko kilka promili (bo nie wierzę, że procent) użytkowników rzeczywiście wymienia iPada z modelu na model. iPada Air 2 kupią głównie Ci, którzy teraz mają iPada 2, 3, może 4. To jest główny target nie tylko samego urządzenia, ale i jego opisów przecież. Mam wrażenie, że o tym się zapomina. A używając Aira 2, chwyciłem do ręki iPada 4, którego kiedyś poleciłem teściowi. I nie boję się przyznać, że nie mogłem uwierzyć, jak gruby i jak ciężki jest iPad 4 (9,4mm vs. 6,1mm i 652g vs. 437g), który jest przecież tylko dwie generacje starszy. Dla posiadaczy iPada 3 i 4 wymiana na nowy model byłaby warta nawet, gdyby nic wewnątrz się nie zmieniło. W przypadku iPada 2, który jest nieco cieńszy i lżejszy niż iPad 3/4, różnica jest odrobinę mniej znacząca (choć wciąż bardzo wyraźna), ale tu z kolei najbardziej będą liczyć się właśnie zmiany wewnątrz urządzenia; dużo szybszy procesor, znacznie więcej pamięci RAM. To właśnie tym potencjalnym nabywcom nowego, dużego iPada najbardziej zazdroszczę wrażeń.

Wiem też, że znacząco zmienił się aparat w nowym iPadzie, ale nie dane było mi to sprawdzić. Oczywiście, mogłem, ale dopiero po skopiowaniu z niego wszystkich zrzutów ekranu, jakie zrobiłem podczas tych ponad dwóch tygodni, kiedy go używałem i po odesłaniu urządzenia, zdałem sobie sprawę, że nie zrobiłem nim ani jednego zdjęcia. Serio. Mam kopię całej zawartości tego iPada do dziś i nie ma tam żadnego zdjęcia, wykonanego wbudowanym aparatem. Wiem, że nie świadczy to dobrze o mnie jako o „recenzencie” (za którego nigdy się nie uważałem), ale nadal nie jestem w stanie zmusić się do wizji fotografowania iPadem w jakichkolwiek warunkach. Wiem jak popularne to jest i wiem, że nawet Apple zauważyło, że iPad jest wykorzystywany w ten sposób znacznie częściej niż zakładano. Można jednak śmiało założyć, że aparat jest jeszcze lepszy niż w poprzednich modelach (ponoć porównywalny z tym z iPhone’a 6 czy 6 Plus, choć bez stabilizacji jak w tym drugim i bez dwubarwowej lampy błyskowej), ale o ile lepszy – na to każdy zainteresowany musiałby odpowiedzieć sobie już sam; ja nie pomogę.

Podsumowując, iPad Air 2 jest najlepszym dużym iPadem, jaki kiedykolwiek można było kupić, co nie jest sporym zaskoczeniem, bo nowy iPad zawsze był lepszy niż ubiegłoroczny6. W tym przypadku jest o tyle inaczej, że Air 2 jest w pewnym sensie urządzeniem rewolucyjnym; jest tabletem, którym iPad powinien być od początku. Jest fenomenalnie szybki, a przez to bardzo przyjemny w obsłudze. Jest też pierwszym iPadem, który jest dojrzały na tyle, że rzeczywiście w dużej mierze może zastąpić komputer, nie idąc przy tym na kompromisy ani nie wymagając od użytkownika żadnych poważnych poświęceń.

I na koniec; mam graniczące z pewnością podejrzenie, że się starzeję – kolejne prezentacje Apple nie tylko nie robią na mnie wrażenia, ale i zarówno w kwestii iPhone’a, jak i iPada, w chwilę po prezentacji nowych modeli, zamówiłem poprzednie. Powoli zaczynam również podejrzewać, że wszelkie aktualizacje używanego przeze mnie sprzętu, będą następować rzadziej niż miało to miejsce w przeszłości. Wydaje mi się bowiem, że doszedłem do takiego punktu, że jestem na tyle zadowolony z komputera, tabletu i telefonu, który mam, że nie widzę żadnej realnej potrzeby wymiany ich na nowsze modele.


  1. a przedstawiony na ekranie wykres wydajności poszczególnych iPadów dość mocno mnie rozbawił, bo choć bez wątpienia iPad Air 2 z procesorem A8X „miażdży” wszystkie poprzednie modele, to na tym samym wykresie, bardzo nisko zresztą, widnieje iPad 2 z procesorem A5, którego Apple wciąż ma w swojej ofercie jako iPad mini pierwszej generacji. Oczywiście, nie zostało to wspomniane na scenie, ale pozostaje to faktem. Nie wspominam nawet o deweloperach, których jest mi naprawdę żal, że chcąc nie chcąc, wciąż muszą wspierać ten procesor. 
  2. tak, wiem, że iPad Air 2 jest ponad 100g cięższy niż mini; chodzi o stosunek wagi do rozmiaru urządzenia. iPad Air 2 jest bowiem lżejszy niż wydaje się, że powinien być (sprawdzone na wielu osobach), a po pewnym okresie przyzwyczajenia do Aira 2, mini z kolei staje się cięższy niż wydawałoby się, że powinien być. 
  3. najbardziej zauważalne było to w sytuacji, w której pisałem przy użyciu iPada i zewnętrznej klawiatury – iPad stoi wówczas w stojaku Twelve South HiRise i moje dłonie oraz fragmenty klawiatury odbijają się dość wyraźnie w przypadku mini (na tyle, że zmieniam motyw Editorial na jasny w ciągu dnia – wtedy odbicie widoczne jest tylko na czarnej ramce urządzenia), co nie było żadnym problemem w iPadzie Air 2 (tj. tam zawsze miałem ustawiony ciemny tryb) 
  4. naprawdę nie rozumiem dlaczego Apple kontynuuje nazywanie produktów w ten sposób 
  5. 18% względem poprzedniego modelu 
  6. pamiętam, że przy przejściu z trzeciej do czwartej generacji głosy te były raczej podzielone 

Submit a comment