O kopiach zapasowych raz jeszcze

Poniższy artykuł został napisany i opublikowany 5 lat temu. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że część informacji i linków jest już nieaktualna.

Od ostatniego razu, gdy pisałem o swoim systemie kopii zapasowych, otrzymałem co najmniej kilka maili z pytaniami o pewne szczegóły, a jednocześnie – poprzez zakup nowego komputera – trochę się pozmieniało.

Zamiast więc odpisywać wszystkim z osobna, postanowiłem zaktualizować poprzedni tekst. Artykuł ma charakter instruktażowy, więc większość zaawansowanych użytkowników Mac OS X, powinna sobie go odpuścić, żeby się nie zanudzić.

Główną zmianą jest dysk systemowy; w iMaku używałem 1TB Samsunga, a w mini mam 128GB SSD. Co za tym idzie, zniknęły z niego dane archiwalne, czyli wszystkie zakończone projekty czy obrobione zdjęcia, które w całości są teraz na dyskach zewnętrznych.

Zmniejszyłem też dysk, na którym przechowuję codziennie wykonywany klon dysku systemowego – skoro SSD ma tylko 128 GB pojemności, to wyciągnięty z mini 500 GB dysk, świetnie się sprawdzi jako magazyn klonu z kopią przyrostową.

Uprościłem też całą resztę i teraz wygląda to następująco:


PDF do pobrania

SSD traktowany jest, jak coś w rodzaju inbox, gdzie znajdują się tylko te projekty i te fotografie, nad którymi aktualnie pracuję (więcej o fotografiach w przyszłym tygodniu, bo i pytań z tej materii pojawiło się kilka). Co więcej, te „otwarte” projekty z katalogów Fabryka Pikseli czy Bolechowscy.pl są przechowywane w katalogu Dropbox, dzięki czemu są automatycznie i na bieżąco kopiowane także „do chmury”.

Czytając jednak odebrane maile, wiem, że to nie struktura systemu kopii, a ustawienia samej aplikacji Carbon Copy Cloner były największym problemem.

W moim przypadku, w pierwszej kolejności dodałem własny preset, w którym ustawiłem aplikację tak, żeby robiła dokładnie to, czego od niej oczekuję. Pierwszy etap tej konfiguracji, to ustalenie co CCC powinien zrobić z tymi katalogami i plikami, które istnieją tylko na dysku przeznaczenia, czyli przykładowo, co program powinien zrobić z katalogiem ‘temp’ z Twojego Biurka, który usunąłeś z niego wczoraj, a który wciąż istnieje na dysku z klonem systemu. Z racji faktu, że – po pierwsze – klon systemu funkcjonuje u mnie jak Time Machine i – po drugie – dysk przeznaczenia jest znacznie większy niż źródłowy (500 GB vs. 128 GB), chcę zachowywać te dane, na tzw. wszelki wypadek usunięcia lub nadpisania ich przez inne. Zaznaczam więc opcję Moved to a temporary archive folder. W tym samym miejscu istnieje możliwość przeniesienia takich plików do kosza, niezwłocznego usunięcia oraz pozostawienia nietkniętymi. Pod listą wyboru można też zaznaczyć opcję Protect root-level items on the destination, która przydaje się, gdy na tym samym dysku przechowujesz także inne dane (nie polecam takich rozwiązań, bo wówczas łatwo jest o błąd użytkownika).

W podobny sposób można zdecydować o plikach, które zostały zmodyfikowane od czasu wykonania ostatniej kopii – działa to na zasadzie prostego wersjonowania, które wielokrotnie mi się już przydało – u mnie ponownie jest to opcja Moved to a temporary archive folder, a do wyboru jest także nadpisanie lub przeniesienie do kosza.

W ostatnim kroku musisz zdecydować tylko, jak aplikacja powinna zarządzać tym tymczasowym katalogiem archiwum; czy powinna przechowywać archiwum do osiągnięcia przez niego konkretnej wielkości, konkretnej daty (możesz ustawić, aby przechowywane były tylko treści usunięte/zmodyfikowane w np. ostatnim tygodniu), miejsca jakie powinien pozostawić na dysku lub w ogóle nie usuwać archiwum (czyli pozostawić Tobie, jako użytkownikowi, wolną rękę w zakresie manualnego zarządzania tymi danymi). Ja wybrałem opcję z pozostawieniem konkretnej wolnej przestrzeni, wpisując 16 GB jako margines, którego aplikacja nie powinna przekraczać. Przyda mi się to (bo rozmiar archiwum jeszcze nie osiągnął 350 GB), gdy będę potrzebował szybko przenieść jakieś dane pomiędzy komputerami, a pod ręką będzie właśnie dysk z klonem.

W opcjach zaawansowanych istnieje także możliwość ustawienia takiej kolejności wykonywania kopii, aby pliki przeznaczone do usunięcia były usuwane w pierwszej kolejności, przed wykonaniem operacji klonowania (przydaje się to w przypadku, gdy dysk przeznaczenia jest niewielkiej pojemności), zastąpienia katalogu w kopii, jeśli plik źródłowy nie jest katalogiem (przydaje się to w sytuacji, gdy alias próbuje zastąpić katalog), sprawdzenia sumy kontrolnej każdego porównowanego pliku (jeśli samo sprawdzenie jego wielkości oraz daty modyfikacji nie jest dla Ciebie wystarczające) oraz usunięcia plików z kopii, które zostały z niej wykluczone (jeśli nie korzystasz z wcześniej zaplanowanych akcji, tylko manualnie, każdorazowo wybierasz, które katalogi powinny być kopiowane, może Ci się to przydać, gdy któryś katalog będziesz chciał wykluczyć z kolejnych kopii).

Carbon Copy Cloner bardzo ułatwia cały proces konfiguracji, na bieżąco wyświetlając opis procesu, który nastąpi – warto go przeczytać po ustawieniu presetu, żeby upewnić się, że wykona dokładnie to, czego chcesz.

Po ustawieniu akcji, możesz kliknąć Schedule this task…, żeby ustawić parametry automatycznego wykonywania takiej kopii.

W oknie Backup Task Scheduler do każdego zadania dostępne są cztery zakładki opcji. W pierwszej z nich ustala się, kiedy taka kopia powinna zostać wykonana; do wyboru są opcje w ujęciu godzinowym, dziennym, tygodniowym, miesięcznym, manualnie po kliknięciu przycisku Run, gdy chcesz samemu ją aktywować lub po podłączeniu dysku przeznaczenia. U mnie wykonywana jest ona codziennie o godzinie 3:55 w nocy, a dodatkowo zaznaczona jest opcja budząca komputer, jeśli w tym czasie jest uśpiony. Druga zakładka to ustawienia, czyli coś, co zostało już omówione. Dodatkowo istnieje tu jednak możliwość wyłączenia identyfikacji dysku przeznaczenia, co ma duże znaczenie, gdy korzystasz z dwóch dysków do rotacyjnego wykonywania kopii zapasowej. W tym samym miejscu można też zdecydować czy aplikacja powinna uruchamiać okno z paskiem postępu podczas wykonywania kopii (i ew. wyświetlać informację o jej zakończeniu), a także czy powinna pomijać fakt niepodłączenia dysku przeznaczenia, nie wyświetlając żadnego komunikatu o jego braku. Trzecia zakładka pozwala na ustalenie akcji wykonywanych przed i po zakończeniu kopiowania. W polu przed możemy wybrać skrypt, który CCC powinna uruchomić przed rozpoczęciem procesu, natomiast w polu po – poza skryptem – do wyboru jest także opcja odmontowania dysku przeznaczenia, a także uśpienia/wyłączenia/zresteowania komputera. U mnie – po wykonaniu drugiej kopii, rozpoczynającej się o 4:30 – komputer automatycznie się usypia (nie trzeba więc szacować, o której zakończy kopię i ustawiać automatycznego usypiania z poziomu zarządzania energią w preferencjach systemowych). Ostatnia zakładka to powiadomienia; poza wyświetlającymi się oknami na ekranie, można ustawić CCC w taki sposób, by o przebiegu operacji informował za pośrednictwem e-maila, co jest przydatną opcją w przypadku zdalnie wykonywanych kopii.

W pytaniach, które otrzymałem pojawił się również problem synchronizacji katalogów. Nie mam pewności czy słowo synchronizacja zostało użyte błędnie i w rzeczywistości chodziło o kopiowanie, jak wyżej, ale jeśli nie i faktycznie autor pytania miał na myśli synchronizację (czyli reakcję na zmiany w obu synchronizowanych katalogach, a nie tylko w źródłowym), to używam do tego celu innego narzędzia, choć także zautomatyzowanego.

Na jednym z dysków zewnętrznych mam katalog ‘shows’, w którym przechowuję wszystkie prezentacje/animacje/filmy, zarówno te prywatne, jak i bardziej służbowe. Często pokazuję je podczas rodzinnych wizyt czy spotkań z klientami, zależy mi więc na tym, żeby zawsze mieć je ze sobą. Problemem jest natomiast fakt, że prywatnie korzystam z 250 GB zewnętrznego dysku na USB, który czasem zabieram ze sobą właśnie podczas spotkań rodzinnych, ale, gdy fotografuję w terenie, mam przy sobie tylko małego LaCie z dwoma dyskami, spiętymi w RAID, na którym także chciałbym mieć te same dane. Nie chcę jednak musieć pamiętać o każdorazowym umieszczaniu nowej prezentacji w obu lokalizacjach – z pomocą przychodzi nowa wersja aplikacji Hazel (3.0), której ogrom zastosowań opiszę w przyszłym tygodniu. Pozwala ona na ustawienie dwóch folderów w taki sposób, że jeśli w którymś z nich pojawi się nowy element, zostanie on automatycznie (w tle) skopiowany do drugiej, bliźniaczej lokalizacji. Jest to rozwiązanie o tyle wygodne, że nie zmusza mnie do pamiętania, do której z nich powinienem dodawać nowe elementy.

Dzięki obu tym aplikacjom jest absolutnie spokojny o kopie swoich najważniejszych danych, nie musząc nawet o nich pamiętać.

Submit a comment