Mac Pro (late 2013)

Poniższy artykuł został napisany i opublikowany 3 lata temu. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że część informacji i linków jest już nieaktualna.

Gdy w 2006 roku pojawił się pierwszy Mac Pro, nikt nie był zaskoczony, że zmiana architektury i nazewnictwa nie niesie za sobą zmiany wyglądu czy budowy komputera. Zaprezentowany trzy lata wcześniej Power Mac G5, wciąż wyglądał ponadczasowo. Przez lata Mac Pro przechodził kolejne modyfikacje komponentów wewnątrz obudowy, a ona sama pozostawała niemal bez zmian przez ponad 10 lat. Do 2010 roku nikt nie upatrywał w tym problemu; ówcześni właściciele byli zadowoleni ze swoich maszyn, a potencjalni nabywcy wciąż mieli z czego wybierać. Narzekania zaczęły się dopiero później, kiedy okazało się, że istnieje spora grupa użytkowników chcących mieć szybszy i/lub bardziej (i łatwiej) rozbudowywalny komputer niż Mac mini czy iMac, ale niekoniecznie chcących wydawać kilkanaście tysięcy złotych na trzyletni1 już model. Sam zaliczam się do tej grupy i długo rozważałem wówczas co zrobić. Prowadząc tę stronę, byłem w o tyle komfortowej sytuacji, że mogłem poprosić Apple o przesłanie Maka Pro do testu i sprawdzić go w praktyce. Otrzymałem wtedy2 najmocniejszą dostępną wersję3 i, pomijając osiągi, byłem absolutnie zachwycony jego budową. Dwa tygodnie pracy na nim uświadomiły mi jednak, że Mac Pro nie jest odpowiednim komputerem dla mnie. Oczywiście, bez trudu spełniał wszystkie moje potrzeby, ale wzrost wydajności (a tym samym zysk czasu) w minimalnym tylko stopniu usprawiedliwiał taki wydatek. Wówczas zaczęła się moja przygoda z kolejnymi iteracjami Maków mini, które tuningowałem w celu maksymalnego zwiększenia ich wydajności. Mniej więcej w tym samym czasie zaczęto mówić o tym, że Apple prawdopodobnie zapomniało już o segmencie rynku „Pro” i nie pojawi się już żaden następca ówczesnego modelu (w tym czasie wiele osób „przesiadło” się na MacBooka Pro z ekranem Retina, którego wydajność stawia go ponad stacjonarnym Makiem mini). Pojawiły się też plotki o czymś, co miałoby w ofercie znaleźć się pomiędzy Makiem mini a Makiem Pro właśnie. Wszystko to zostało zdementowane w czerwcu 2013 roku, kiedy to na konferencji Apple zaprezentowano4 nowy model, odtwarzając poniższy materiał:

» link do wideo

Wiedziałem wtedy, że prędzej czy później, ten komputer znajdzie się na moim biurku.

Tak też się stało.

Oto 6-rdzeniowy model z 16 GB pamięci RAM z dwoma D500, czyli wyższy model z podstawowej5 oferty.

Pierwsze, o czym myśli się po wyjęciu go z pudełka, to to, że jest aż komicznie mały. I, że nie jest czarny. Znacznie bliżej mu do iPhone’owego Space Grey niż do czarnego, a i to nie do końca określa kolor tej obudowy, tym bardziej, że jest ona błyszcząca. W poniższym materiale widać, jak jest polerowana:

» link do wideo

Jednak sama obudowa, choć zjawiskowa, nie interesuje mnie nawet w połowie tak bardzo, jak to, co w niej. A dokładnie sposób ułożenia wszystkich komponentów, co jest najlepiej zobrazowane na oficjalnej stronie modelu. Byłem zachwycony przemyślaną budową poprzedniego modelu, ale nowy Mac Pro znacząco podnosi poprzeczkę – udowadnia, że wydajna stacja robocza nie musi być już dużą maszyną. Mógłbym zamienić jego metalową obudowę na szklaną, przezroczystą, tylko po to, by zachwycać się jego wnętrzem.

W codziennym użytkowaniu nie widzi się jednak jego wnętrza, ale czasem używa się portów z tyłu obudowy. To właśnie wtedy – przy obrocie komputera na biurku6 – Mac Pro zapala podświetlenie oznaczeń portów z tyłu. To drobnostka, wiem. „Bajer”, mógłby ktoś powiedzieć. A jednak jest w tym odrobina magii; tej, za którą kiedyś uwielbiało się komputery Apple. Nie znam nikogo, kto nie uśmiechnąłby się, widząc to na żywo. Wiem, bo sprawdziłem.

Z racji tego, że Maka Pro nie kupuje się po to, by na niego patrzeć, wykonałem na nim zestaw standardowych testów, żeby porównać go do Maka mini, którego używam od półtora roku, z którego wydajności nadal jestem zadowolony.

Zanim jednak przejdę do testów, chciałbym ponownie zaznaczyć, że w przypadku wszystkich współcześnych komputerów ich wydajność należy badać i rozumieć na dwa sposoby: poprzez operacje jedno- i wielordzeniowe. Bo choć procesory wielordzeniowe są dostępne na rynku od lat7, to wciąż wiele aplikacji czy procesów nie potrafi wykorzystać więcej niż jednego rdzenia jednocześnie. Z tego też powodu, Intel opracował technologię Turbo Boost, która jest dostępna w procesorach od końca 2008 roku, a której działanie polega na zwiększeniu taktowania rdzenia w przypadku, gdy nie wszystkie rdzenie są w użyciu. I tak, dla przykładu, procesor I7-3615QM z mojego mini ma 4 rdzenie, z których każdy taktowany jest częstotliwością 2,3 GHz. W przypadku gdy używany jest tylko jeden rdzeń, system – korzystając z tego, że grzeje się tylko część procesora – podwyższa jego taktowanie do aż do 3,3 GHz. Jeśli pracują np. tylko dwa rdzenie, wówczas częstotliwość ich taktowania również zostanie zwiększona ponad standardowe 2,3 GHz8. Piszę o tym dlatego, że – wbrew pozorom – bardzo ciężko jest zmierzyć szeroko pojętą wydajność komputera, bo w gruncie rzeczy, dla każdego będzie ona inna. Wszystko zależy bowiem od sposobu wykorzystania sprzętu i używanego oprogramowania – może się bowiem okazać, że 12-rdzeniowy Mac Pro do pewnych zastosowań będzie wolniejszy nie tylko od 4- czy 6-rdzeniowego, ale wolniejszy nawet od mocnego iMaka czy wspomnianego wcześniej 15-calowego MacBooka Pro z ekranem Retina.

Na początek, dla sprawdzenia maksymalnej wydajności komputera uruchomiłem prawdopodobnie najpopularniejszy benchmark wykonywany przez użytkowników Maków – GeekBench:

W bezpośrednim porównaniu z moim dotychczasowym mini (3024/11839) daje to wynik o 19% lepszy przy operacjach jednowątkowych i 73% lepszy przy wielowątkowych, w obu przypadkach polegających jednak wyłącznie na procesorze i pamięci, bez uwzględnienia GPU. Żeby wziąć pod uwagę procesory graficzne, uruchomiłem kolejny popularny test – Cinebench R159:

Według tego testu, 6-rdzeniowy Mac Pro jest dwukrotnie szybszy niż 4-rdzeniowy mini (951 cb vs. 472 cb) w zakresie operacji, wykorzystujących procesor oraz ponad 4-krotnie szybszy (72,94 fps vs. 16,65 fps), wykorzystując procesory graficzne. A właściwie nie procesory, a procesor; okazało się, że nawet najnowsza wersja testu Cinebench, choć poprawnie wykrywa AMD FirePro D500, to używa tylko jednego z dwóch. Można więc założyć, że wzrost wydajności w tym zakresie będzie ponad 8-krotny, choć więcej o tym za chwilę.

Kolejny popularny test, bez którego ciężko byłoby opublikować jakikolwiek tekst o nowym komputerze to Blackmagic Disk Speed Test10:

Mimo że nie przepadam za tym testem, powyższy wynik nie potrafi nie zrobić wrażenia. Nawet gdy oba dyski SSD w moim mini miałem połączone w RAID 0, nie udało mi się uzyskać takiego rezultatu, jak tu z jednej kostki PCIe.

Następne w kolejności są – również standardowe dla mnie – czasy importu i eksportu fotografii z Lightroom. Użyłem tego samego zestawu 128 RAWów, którego używam przez kilka ostatnich lat, więc miałem okazję porównać nowego Maka z innymi komputerami, które przewinęły się u mnie:

Dużo słupków i cyferek – i tylko kilka wniosków; na pierwszy rzut oka może wydać się zaskakujące, że 6-rdzeniowy model z jednym procesorem jest średnio o 23% procent szybszy niż 12-rdzeniowy model z 2010 roku, który w 2012 roku kosztował ponad dwukrotnie więcej (!) niż nowy Mac Pro, o którym mowa w tekście. Bierze się to jednak stąd, że częstotliwość taktowania pojedynczego rdzenia jest wyższa, a Lightroom, nawet przy kilku procesach eksportu jednocześnie, nie wykorzystuje w pełni (choć chwilami się zbliża) możliwości tych wielordzeniowych maszyn. Sprawdziłem też ponownie, czy większa ilość jednoczesnych procesów eksportu pomaga – wciąż jednak najlepsze rezultaty uzyskiwałem przy 411. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że wzrost wydajności pomiędzy dwoma a czterema operacjami jest niewielki – w nowym Maku Pro jest to niecałe 5%, w starszym – 9%, a w mini – 12%. Niemniej jednak, potwierdza się to, co napisałem już kiedyś, różnica pomiędzy jednym a dwoma procesami eksportu jest znacząca i wynosi 26% w nowym Maku Pro, 29% w poprzednim i 31% w mini. Powtórzę więc; jeśli Twój komputer ma dwa rdzenie lub więcej, dwie jednoczesne operacje eksportu z Lightroom są w stanie znacząco to przyspieszyć.

Porównując nowego Maka pro do mojego dotychczasowego mini, wychodzi na to, że import z generowaniem podglądów jest 43% szybszy, a eksport – w zależności od ustawień – od 33% do 49% szybszy12. Pora się zastanowić co to oznacza; policzmy więc. Moi klienci średnio otrzymują ode mnie zestaw 300 zdjęć13. Takich procesów eksportu wykonuję maksymalnie kilkanaście w ciągu miesiąca. Skoro więc dotychczasowy mini eksportował takie 300 zdjęć w nieco ponad 16 minut, nowy Mac Pro robi to trochę ponad 9 minut. W perspektywie miesiąca, oszczędność czasu wynosiłaby maksymalnie półtorej godziny14. Już w tym miejscu wiedziałem, że zakup Maka Pro w moim przypadku to pomyłka.

Większość późniejszych testów, operacji i działań, tylko to potwierdziła, z jednym wyjątkiem. Dla jednej z par przygotowywałem ostatnio prezentację w Adobe Premiere Pro, będącą połączeniem fotografii i materiałów 1080p z dźwiękiem, rzecz jasna. Te pierwsze miały ręcznie ustawiane przybliżenie i położenie na ekranie w każdej klatce prezentacji, a na te drugie zostało nałożonych kilka efektów koloryzujących. Całość eksportowałem do kilku formatów, ale pierwszą operacją był pojedynczy eksport do 1080p przy użyciu jednego z predefiniowanych ustawień. 17 minutowa prezentacja eksportowała się na moim mini 5 godzin 43 minuty. Dwa dni później dotarł do mnie nowy Mac Pro, więc mając wszystkie pliki tej samej prezentacji, skopiowałem je na tego czarnego potwora i – pamiętając wszystkie sceptyczne komentarze, które czytałem wcześniej, dotyczące oprogramowania Adobe, które nie wykorzystuje dostępnych zasobów – uruchomiłem ten sam eksport. 23 minuty 24 sekundy. Żeby się upewnić, uruchomiłem go jeszcze raz na mini, usuwając wcześniej wszystkie wyrenderowane pliki, cache i czyszcząc scratch disk. 5 godzin 40 minut. W tym użyciu, Mac Pro (i jego potężne GPU) był więc 14,5× szybszy niż mini. To robi na mnie ogromne wrażenie, ale znowu, jeśli się nad tym zastanowić, wykonuję taką prezentację trzy razy w miesiącu.

I między innymi dlatego, im dłużej go używałem, tym bardziej zdawałem sobie sprawę z tego, że nowy Mac Pro rozwiązuje u mnie problem, którego tak naprawdę nie miałem. Mimo upływu czasu z dotychczasowym mini, nadal nie uważam go za nie-dość-szybki komputer, który musiałbym wymienić, bo moja praca na tym cierpi. Problemem jest co innego. Robiłem ostatnio porządek z przewodami pod biurkiem; wyciągnąłem więc wszystko, co tam było i rozłożyłem na podłodze15. Oto, co się tam znalazło:

  • Mac mini (late 2012)
  • 4-dyskowa macierz (via Thunderbolt)
  • czytnik kart (via USB 3.0)
  • 3,5-calowy dysk zewnętrzny (via USB 3.0)
  • zewnętrzna nagrywarka Blu-Ray (via USB)
  • aktywny hub USB
  • Mac mini (mid 2010), pełniący funkcję serwera, który został przeniesiony pod biurko, żeby połączyć oba komputery przewodem sieciowym,
  • 2-dyskowa macierz (via FireWire),
  • 3,5-calowy dysk zewnętrzny (via FireWire),
  • 3,5-calowy dysk zewnętrzny (via FireWire),
  • 3,5-calowy dysk zewnętrzny (via USB),
  • 2,5-calowy dysk zewnętrzny (via USB)

Jakby tego było mało, 5 z powyższych pozycji ma swój własny, zewnętrzny zasilacz, a pomiędzy wszystkimi elementami tej rozgwiazdy jest co najmniej jeden przewód16. I właśnie ta cała układanka z labiryntem przewodów jest czymś, co chciałbym zmienić. Nowy Mac Pro mi w tym nie pomoże – został zaprojektowany jako „absolutne minimum wewnątrz i wszystko inne na zewnątrz, według potrzeb”, co ma sens, nie przeczę. Ale ja chciałbym wreszcie uporządkować zarówno to, co pod biurkiem, jak i to, co w głowie17. Olśnienie przyszło bardzo szybko, na tyle, że do teraz nie wiem jak to się stało, że nie pomyślałem o nim wcześniej.

Kupię poprzedniego Maka Pro. Najchętniej 6-rdzeniowy model MacPro5,1, bo spadek wydajności w operacjach jednoprocesorowych będzie pomijalny, a wzrost w tych wielowątkowych – ponad 30-procentowy. Ale nie o procesor mi chodzi i nawet nie o RAM18; kupię go, żeby móc pochować wszystko to, co teraz jest porozkładane pod moim biurkiem, w jedną obudowę. Mam już nawet ułożony w głowie plan, jak wykorzystać wszystkie cztery kieszenie na dyski. Otóż, w pierwszej kolejności dokupię do niego kartę z SATA III, wpinaną w złączę PCIe, żeby wykorzystać pełny potencjał włożonych do niego dysków SSD. Następnie, wyposażę go w kieszeń 5,25”, montowaną w miejscu napędu optycznego, a umożliwiającą instalację dwóch dysków 2,5”. To właśnie tam znajdą się oba moje aktualnie używane SSD, które z powrotem zostaną połączone w RAID 0, a tym samym ich wydajność będzie niewiele niższa od dysku w nowym Maku Pro. W każdą z czterech wolnych 3,5-calowych kieszeni, planuję włożyć 3 TB dysk, który zostanie podzielony na dwie partycje – np. 500 GB/2500 GB. Te 4 początkowe (a tym samym najszybsze) 500-gigabajtowe partycje połączę w RAID 0, otrzymując w ten sposób bardzo szybkie 2 TB na dane. Pozostałą część (czyli 4x 2,5 TB) wykorzystałbym według potrzeb, pamiętając jednak, że RAID 0 jest rozwiązaniem dość ryzykownym, więc zarówno 2×SSD, jak i 4×500GB byłyby klonowane na bieżąco na jedną z tych wolniejszych części. Dodatkowo, będę miał możliwość wymiany karty graficznej, kiedy tylko uznam, że potrzebuję coś mocniejszego, a także będę mógł dokupić kartę PCIe, rozbudowującą go o zestaw portów USB 3.0.

Takie rozwiązanie wiąże się jednak z pewnymi stratami; otóż nie będę mógł użyć swojej macierzy podłączanej do portu Thunderbolt, bo żaden wcześniejszy Mac Pro nie posiada tej magistrali19, czego tak naprawdę nie postrzegam jako straty, bo ze wszystkimi danymi bez trudu zmieszczę się w planie opisanym powyżej. Większym problemem jest Apple Thunderbolt Display, którego nie będę mógł podłączyć do starszego Maka Pro20; musiałbym więc poszukać wcześniejszego modelu Cinema Display 27”. To jedyna przeszkoda, jaką obecnie dostrzegam. A na samą myśl posiadania pod biurkiem jednej obudowy i tylko kilku przewodów, już się uśmiecham. Oczywiście, ze względu na fakt, że za 2 dni odbędzie się konferencja Apple, na której istnieje pewne prawdopodobieństwo zaprezentowania następcy obecnego Maka mini, powyższy plan zostanie zweryfikowany wieczorem 16. października. Szanse, że zmienię zdanie oceniam jednak bardzo nisko, bo nie wyobrażam sobie, co nowego może przynieść konstrukcja Maka mini, żeby mnie przekonać do zostania z nim. Dysk jako pamięć PCIe? Thunderbolt 2? Mniejsza, zgrabniejsza obudowa? Czy wreszcie stacjonarny układ graficzny? Wszystko to nie jest w stanie mnie przekonać, bo nie rozwiązuje to mojego problemu.

Wracając jednak do obecnego Maka mini i nowego Maka Pro; rozumiem ideę stworzenia takich komputerów. To bardzo kuszące – mały komputer, do którego podłączony jest tylko monitor. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy koniecznych do pracy urządzeń dookoła robi się dużo lub dużo za dużo.

A sam Mac Pro potwierdził coś, co podejrzewałem już ponad dwa lata temu, testując poprzedni model. Otóż przez wiele lat, wszyscy (a przynajmniej wszyscy wśród czytających ten tekst, jak podejrzewam) chcieliśmy mieć szybszy komputer. Nawet najszybszy model na rynku – jeśli udało się komuś taki kupić – nigdy nie był dość szybki (bo jednak zawsze trzeba było czekać na wykonanie poszczególnych operacji), a nawet jeśli, to tylko przez chwilę. Jakiś czas temu jednak, sytuacja ta – przynajmniej dla części użytkowników – uległa zmianie. Komputery, które dostępne są teraz, są na tyle szybkie, że jeśli rzeczywiście na coś trzeba poczekać, to – pomijając przepustowość połączenia z internetem – jest to tylko …oprogramowanie. Ten Mac Pro jest tego najlepszym przykładem. Podczas eksportu wspomnianej kilka akapitów wyżej prezentacji, pokazał wyraźnie, do jakiej grupy użytkowników jest kierowany, ale też udowodnił, jak poteżną mocą dysponuje. Mimo to, w ogromnej większości pozostałych zastosowań, moc ta nie jest wykorzystywana właśnie przez oprogramowanie, które nie potrafi jeszcze w pełni wykorzystać takich zasobów. Gdybym doszedł do tego wniosku dopiero dziś, prawdopodobnie nie upatrywałbym w tym żadnego problemu i usprawiedliwił to trwającym postępem. Niestety, myśli te pojawiły się w głowie już dwa lata temu i do dziś, jak widać, niewiele się w tej materii zmieniło. A to zaczyna mnie powoli martwić. Pocieszeniem niech jednak będzie to, że nawet wymagający użytkownicy mogą teraz kupić komputer z rynku wtórnego, który wciąż spełni wszystkie ich potrzeby.


  1. nie licząc drobnej modyfikacji w 2012 roku, która nawet nie zmieniła numeru modelu (MacPro5,1) 
  2. kwiecień 2012 roku 
  3. 2x 6-core Xeon 2,93 GHz 
  4. choć to dużo powiedziane; tak naprawdę był to tylko „zwiastun” 
  5. tj. nie na zamówienie, bo opcji konfiguracyjnych dla wyższego modelu jest łącznie 54: http://store.apple.com/pl/buy-mac/mac-pro?product=MD878PL/A&step=config 
  6. bo ten model wydaje się być zaprojektowany, żeby stać na biurku – nie pod nim, jak poprzedni 
  7. W Makach od 9 lat, jeśli pamięć nie zawodzi. 
  8. Choć nie znalazłem dokładnej wartości dla dwóch i trzech rdzeni w i7-3615QM. 
  9. Nowa wersja zawiera zupełnie nową animację, więc nie należy porównywać wyników z niej, z wcześniej tutaj publikowanymi rezultatami testu z wersji R11.5. 
  10. którego popularność jest dla mnie pewnym zaskoczeniem, bo podaje on bardzo niewiele informacji użytecznych dla większości użytkowników, a główne dane, czyli chwilowe transfery dużego pliku, mówią bardzo mało o rzeczywistej wydajności dysku. 
  11. Co wydaje się przeczyć logice, bo 6-rdzeniowy procesor, mając 6 jednoczesnych operacji powinien je sobie równo rozdzielić i wykonać je szybciej niż 4. W rzeczywistości obniżało to czas o średnio 6% 
  12. Średnio: 42,77% 
  13. tak naprawdę to średnia jest trochę niższa, ale 300 fotografii to najczęstsza operacja eksportu, stąd to zaokrąglenie. 
  14. Świadomie nie wliczam do tego czasu importu/generowania podglądów, bo ten czas ma dla mnie niewielkie znaczenie – włączam go i odchodzę od komputera lub zajmuję się przy nim czymś zupełnie innym, więc w tym przypadku nie ma mowy o oszczędności czasu. 
  15. Żałuję, że nie zrobiłem wtedy zdjęcia, ale nie sądziłem, że wykorzystam to w tym tekście. 
  16. Teraz już pewnie wiecie dlaczego na kilku zdjęciach pokazuję, co jest na moim biurku, a nigdy to, co pod nim. 
  17. Czasem potrzebuję dłuższej chwili, żeby bez sprawdzania przypomnieć sobie co jest na tym czy na tamtym dysku wokół moich komputerów. 
  18. Chętnie wyposażę go w więcej niż 16 GB pamięci, ale nie jest to konieczność – bardzo rzadko rzeczywiście potrzebuję więcej. 
  19. I nie ma możliwości jej „dołożenia”, skoro jest szybsza nawet niż PCIe 16x. 
  20. To okazało się po teście wcześniejszego modelu ponad 2 lata temu – Thunderbolt jest kompatybilny wstecz, ale tylko jednostronnie, tj. nie można do złącza MiniDisplay Port podłączyć Thunderbolt Display. 
  • robin

    Doszedłem do podobnych wniosków, miałem kilka podejść do sprzedaży swojego potwora… i do tej pory siedzę na 4.1, który cały czas daje radę aż za dobrze ;).

    • A to nie Ty wystawiłeś ostatnio 5.1 na allegro? Dość mnie on kusił przez kilka chwil :)

      • robin

        Nie, 5.1 nigdy nie miałem. Cały czas 4.1 od nowości i działa jak złoto.

        • meewosh

          Już pamiętam, mój błąd. Gdybym pamiętał, przyjechałbym na Ptolemeusza i wprosił na szybki test ;)

        • Już pamiętam, rzeczywiście, mój błąd. Gdybym pamiętał wcześniej, przyjechałbym na Ptolemeusza i wprosił na szybki test ;)

          • Guest

            Przyjechać możesz zawsze ;). Pobiegamy, protestujemy ;).

          • robin

            Przyjechać możesz zawsze – pobiegamy potestujemy ;)).

  • Nic dodać, nic ująć. Myślę, że sporo osób, które są oczarowane nowym Makiem – po tym tekście zrewidują swoje poglądy. Przy tej cenie, jaką trzeba za niego zapłacić, najbardziej słusznym powodem zakupu jest przede wszystkim praca z wideo, albo motion design, przy którym nawet tu nadal brakuje mocy.
    Być może, gdybym nie miał najstarszej wersji Maka Pro (2006) który już nawet Mavericksem się brzydził, a jedną z ostatnich – byłby u mnie do tej pory. Co by jednak o nim nie powiedzieć to smok, którego słychać spod biurka, a jego praca bardziej niż nowego – odkłada się na rachunku za prąd.
    Mimo wszystko wybór poprzedniej generacji Maka – w świetle tego tekstu, tyleż zaskakujący co słuszny.

    • Rzeczywiście, zapomniałem w akapicie o stratach/minusach tego pomysłu wspomnieć o prądożerności zasilacza z poprzedniego modelu. Dzięki za komentarz; doliczam Cię do „stojących po mojej stronie”.

  • Po przeczytaniu tekstu nasunął mi się jeden wniosek – uwielbiasz kombinować. ;)

  • Behinder

    Też jestem nowym Makiem oczarowany i nawet bym sobie kupił właśnie taki model. Miejsce na biurku by się znalazło na jakas macierz…tylko w sumie po co…no na razie wychodzi na to że nigdy nie bedzie mnie na niego stać a urodziny mam dopiero za rok :p

  • Nie będę ściemniał, że miałem(mam) zamiar kupić tego potwora, ale ciekawość jak spisze się podczas testu robionego przez doświadczonego użytkownika była ogromna.
    Osobiście Maca Mini (od marca/kwietnia br.) wykorzystuję właśnie do obróbki zdjęć (hobby ostatnio zaniedbywane) i dlatego czekałem na Twój test i wnioski.
    Upewniłem się, że Mini starczy mi jeszcze na baaardzo dłuuuugo.
    Natomiast pomysł z użyciem starego Maca Pro na “dane”, chyba po lekkiej modyfikacji sam wykorzystam. U mnie Mac Mini i NAS oraz 2 zew hdd też leżą na podłodze pod biurkiem.
    Ja jednak użyłbym tylko samej obudowy do której wepchnąłbym ww. dyski oraz dodatkowo rozgałęziacz sieciowy, (może?) UPSa, modem neostrady itp.
    Dzięki za test.

  • Bechlegor

    W wykresie dot. importu RAW jest 2x ten sam model Maca Mini – to chyba błąd?

    • O, rzeczywiście. Dziękuję za zwrócenie uwagi. Rzecz jasna, 2011 to tylko ten dolny – wyższy to i7 2,3GHz z 2012.

  • Korben Dalas

    No i mamy od wczoraj (16.10) nowego maczka mini. Raczej na pewno nie przesiądę się. W najsilniejszej konfiguracji i7 3.GHz. Fajnie, tylko procek jest dwurdzeniowy :( Mój ma i7, co prawda 2.6GHz ale z 4 rdzeniami.

    Niby nowszy procesor, zgodnie z prawem Moore’a powinien być ~ 1.5x wydajniejszy. Ale “stary” mini miał cztery rdzenie, ten dwa. Cena odstrasza. W konfiguracji i7/3.0GHz/16GB RAM,Fusiondrive 1TB to prawie 6 000zł. Sporawo. I nie da się zaoszczędzić kupując model z 4GB RAM i dyskiem mechanicznym, a potem dokupić “zwykłe” SO-DIMMy czy dysk SSD w sklepie ze złomem. RAM prawie na pewno wlutowany w płytę. Podobnie z drugim dyskiem. Na płycie jest raczej tylko jeden port SATA, do podpięcia klasycznego dysku. SSD jest na PCIe.

    Mój “mikropotwór” i7QC/2.6GHz/16GB/1TB + 128SSD kosztował znacznie mniej dzięki temu, że RAM i SSD kupiłem “u chłopa w garażu”.

    Na drugim biegunie najtańszy model… i5/1.4GHz czyli taki stacjonarny Air.