Nike+ SportWatch

Poniższy artykuł został napisany i opublikowany 2 lata temu. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że część informacji i linków jest już nieaktualna.

Nike+ SportWatch

Gdy 3,5 roku temu zacząłem biegać, zabierałem ze sobą telefon, w którym aplikacja Nike+ śledziła moje poczynania. Wybór Nike+ był dla mnie wówczas dość oczywisty – w jakiś sposób uosabiałem się z tymi wszystkimi hasłami na stronie, zdjęciami pięknych ludzi, biegających w pięknych miejscach i całą tą społecznością skupioną wokół. Nawet dziś nie jest mi za to wstyd. Co więcej, mam ogromny sentyment do tej usługi i produktów tej marki.

Biegając, bardzo szybko zdałem sobie jednak sprawę, że bieganie z telefonem nie jest dla mnie. Ani to ergonomiczne, ani wygodne, o jakości pomiarów nie wspominając. Nie wychylając się wówczas poza światek Nike+, zapragnąłem zegarka Nike+ SportWatch. Nie biegałem jeszcze wówczas tak dużo i często, jak teraz, więc nie potrafiłem przed sobą usprawiedliwić wydatku kilkuset złotych na gadżet do biegania. Czas mijał, ja zwiększałem częstotliwość i intensywność treningów, czyniąc je jednocześnie coraz to bardziej różnorodnymi, przebiegłem swój pierwszy półmaraton i zdecydowałem, że jednak zakup zegarka z GPS jest konieczny. Zacząłem się więc rozglądać za jakimś, tym razem biorąc pod uwagę przekrój całego rynku. Zanim zdecydowałem się na konkretny model, dość niespodziewanie dostałem od Żony w prezencie właśnie Nike+ SportWatch, którego zapamiętała z wcześniejszych rozmów.

Pierwsze wrażenia

Urządzenie zapakowane jest bardzo gustownie i zaskakująco elegancko.

Zawartość zestawu jest raczej skromna, ale nie można powiedzieć, że czegoś brakuje; jest tu bowiem zarówno przedłużacz do USB, jak i sensor do buta.

Przy pierwszym kontakcie z samym zegarkiem, to, co rzuca się w oczy to jego rozmiar – jest znacznie węższy niż większość zegarków do biegania, co sprawia, że jest on od nich grubszy, tj. bardziej odstaje ponad nadgarstkiem.


Nie traktowałbym tego jako wadę, a raczej po prostu cechę. Może się podobać albo nie. Jak wszystko, zresztą. Nie sposób jednak nie zgodzić się, że samo wzornictwo zegarka odbiega od konkurencyjnych produktów1, czyniąc go znacznie bardziej odpowiednim do noszenia na co dzień, bo oczywiście, jest w stanie pełnić i tę funkcję.

Obsługa zegarka jest bajecznie prosta – SportWatch posiada jedynie trzy przyciski, a samo menu składa się z tylko pięciu pozycji:

Pierwsza z nich pozwala na ustawienie daty i godziny2 oraz budzika, choć bez możliwości powtarzania czy tym bardziej różnych godzin na różne dni tygodnia. Dotychczas użyłem go tylko raz, jako zapasowy budzik przed maratonem w Pradze, żeby mieć pewność, że zdażę dotrzeć z hotelu na linię startu. Druga pozycja – run – to wybór używanych czujników (GPS, sensor w bucie i pulsometr – wybrane opcje są zapamiętane jako domyślne), proste opcje, o których więcej za chwilę oraz, oczywiście, uruchomienie pomiaru. W historii znajdziemy podstawowe dane o 50 ostatnich treningach:

  • czas
  • dystans
  • średnie tempo
  • ilość spalonych kalorii
  • średnie tętno (jeśli był używany pulsometr)
  • czasy poszczególnych okrążeń (jeśli funkcja Auto-Lap była włączona lub jeśli manualnie się je oznaczało)

Pod rekordami kryje się kilka ekranów:

  • całkowita ilość przebiegniętych kilometrów3
  • najszybszy kilometr
  • najszybsza mila
  • najszybsze 5 kilometrów
  • najszybsze 10 kilometrów
  • najdłuższy bieg

Stopwatch to oczywiście prosty stoper z możliwością zaznaczania okrążeń, który w podsumowaniu wyświetli całkowity czas, najszybsze okrążenie, średni czas każdego z nich i przewijaną listę czasów każdego okrążenia.

Zarówno stoper, jak i moduł biegowy do ręcznego wyznaczania okrążeń wykorzystują coś, co jest niejako czwartym przyciskiem zegarka. Otóż SportWatch reaguje na tapnięcie/uderzenie w ekran. Podczas biegu i w trakcie działania stopera wyznacza ono koniec okrążenia, a gdy jest używany jako zegarek lub podczas biegu z włączoną opcją Auto-Lap – włącza podświetlenie ekranu. Początkowo wydawało mi się to dość dziwne, ale z czasem tak bardzo weszło mi w krew, że niejednokrotnie uderzałem w te sposób swoje inne, „dzienne” zegarki, żeby zapaliło się podświetlenie (którego – nota bene – nie mam w żadnym z nich).

Ustawienia

Po pierwszym podłączeniu zegarka do komputera, zaproponuje on pobranie aplikacji Nike+ Connect, która po instalacji będzie uruchamiać się automatycznie, gdy tylko wykryje, że SportWatch został podłączony. Sama aplikacja jest prosta, głównie dlatego, że możliwości ustawień zegarka są dość ograniczone. W pierwszej kolejności należy połączyć się ze swoim kontem Nike+, a następnie podać swoją wagę, bo pozostałe dane – płeć i wiek4 – aplikacja pobiera z danych konta Nike+. Do wyboru jest też jednostka odległości; kilometry albo mile.

Następna zakładka to ustawienie daty i czasu z możliwością wybrania opcji, w której zegarek będzie pobierał datę i godzinę z komputera. Tu można też wybrać spośród trybu 12- lub 24-godzinnego.

Kolejna zakładka – Customize – to prawdopodobnie najważniejsza część tej aplikacji. Tu można bowiem ustawić jakie informacje zegarek będzie wyświetlał podczas biegu i jak zostaną one przedstawione. Podczas biegu SportWatch dzieli swój ekran na dwie części, z których większa wyświetla najważniejszy dla nas parametr, a mniejsza – podaje wartości pozostałych parametrów z listy, po jednym jednocześnie.

Oznacza to, że jeśli jako najważniejszy parametr wybierzemy dystans, to w górnej części zegarka będzie mógł być wyświetlony czas biegu albo tempo albo tętno itd. Przyciski z boku obudowy służą do przełączania się między tymi parametrami, choć można wybrać również opcję Auto Loop, dzięki której pola te będą przełączane automatycznie co kilka sekund. Wśród parametrów do wyboru są:

  • dystans
  • czas biegu
  • czas okrążenia
  • średnie tempo
  • aktualne tempo
  • tętno
  • ilość spalonych kalorii
  • aktualną godzinę

W tym samym miejscu możemy także zmienić tempo na prędkość, jeśli chcemy użyć zegarka podczas jazdy na rowerze, uruchomić przypomnienia (więcej o nich za chwilę) oraz odwrócić „kolory” ekranu. Domyślnie SportWatch wyświetla białe wartości na czarnym tle, co jest doskonale czytelne bez względu na warunki, ale można to zmienić5.

Kolejna zakładka w aplikacji Nike+ Connect to opcje dotyczące automatycznego oznaczania okrążeń lub międzyczasów oraz treningu interwałowego.

Obie te opcje – w odróżnieniu od wszystkich pozostałych – są również dostępne z poziomu zegarka, choć w dość ograniczonym zakresie, bo choć można je stamtąd włączyć lub wyłączyć, to tylko w aplikacji można zmienić długość lub czas trwania okrążenia/międzyczasu przy Auto Lap oraz długości lub czasu trwania poszczególnych sekcji podstawowego treningu interwałowego.

Aplikacja Nike+ Connect jest jedynym sposobem na połączenie się z zegarkiem – ani OS X ani Windows nie wykrywa go jako „pamięci masowej”, z której możnaby było skopiować pliki .gpx. Oznacza to, że zapis biegu z tego zegarka może trafić wyłącznie do Nike+, a dopiero stamtąd – dość pokrętną drogą – wyeksportowany i później zaimportowany do serwisów takich jak Endomondo czy Strava6.

Wspomniane przed momentem przypomnienia to cześć filozofii marki Nike, w której to używane urządzenia powinny nas motywować do treningu. I tak po ok. 4 dniach od ostatniego biegania, na zegarku zamiast godziny wyświetla się na przykład takie coś:

lub takie coś:

Po wciśnięciu przycisku, ekran zmienia się na „Looking forward to it!”. Niezmiennie wywołuje to u mnie uśmiech.

Bieganie

Na początku biegu, jeśli na liście aktywnych czujników wybrany został nadajnik GPS, zegarek spróbuje nawiązać połączenie z satelitą. W pierwszych tygodniach czy nawet miesiącach jego używania, nie potrafiłem ustalić co jest przyczyną nieregularności w czasie, jaki SportWatch potrzebuje, żeby połączyć się z satelitą; czasem było to bowiem 10 sekund, a niekiedy nawet 3-4 minuty7. Problem okazał się bardzo prosty, a rozwiązanie logiczne. Otóż, podczas połączenia zegarka z komputerem, w pierwszej kolejności wysyła on zapis biegu do serwisu Nike+, a potem aktualizuje pozycje satelit w pamięci urządzenia.

Nie zwróciłem na to należytej uwagi i niepotrzebnie wkurzałem się długim czasem połączenia, a wystarczy podłączyć zegarek do portu USB w komputerze na kilkanaście sekund przed wyjściem, żeby przed samym biegiem połączył się z satelitą niemal momentalnie.

Gdy tylko zegarek jest gotowy, a biegnący naciśnie Start, urządzenie rozpocznie zapis trasy biegu, wyświetlając wybrane wcześniej parametry. Tu pojawia się pierwsze ograniczenie; SportWatch jest w stanie podawać tylko dwie informacje jednocześnie. Jeśli więc w dolnym polu mamy wybrany dystans, a w górnym widzimy aktualne tempo, to żeby zobaczyć średnie tempo lub aktualną ilość uderzeń serca na minutę, trzeba użyć bocznych przycisków i „przeklikać” się do odpowiedniej wartości. Szkoda, bo miejsca na ekranie jest na tyle dużo, że trzy jednocześnie wyświetlone parametry wciąż byłyby czytelne8. Można wprawdzie użyć opcji Auto Loop, która sama będzie przewijała wartości w górnym polu, ale w praktyce – przynajmniej w moim użyciu – jest to tylko utrudnienie, bo za każdym razem gdy spoglądałem na zegarek, widziałem tam inny parametr niż chciałem zobaczyć. Bardzo szybko więc ją wyłączyłem i zamiast tego nauczyłem się w jakiej kolejności wyświetlane są wybrane przeze mnie parametry, żeby możliwie szybko móc się pomiędzy nimi przełączać.

Jedną z wartości, które SportWatch jest w stanie wyświetlić jest aktualne tempo biegu. Mimo że minął już rok, odkąd go używam i przebiegłem z nim ponad 1500 km, nadal nie „rozgryzłem” mechanizmu stojącego za obliczaniem aktualnego tempa. Otóż, zwłaszcza na dystansie pierwszego kilometra czy dwóch, wartość ta jest tak przekłamana, że aż dziwię się, że sam zegarek się nie orientuje, że coś jest nie tak. Wygląda to mniej więcej tak; biegnę, spoglądam na zegarek, aktualne tempo: 4’54”, biegnę dalej w miarę równym tempem, znów zerkam, 5’01”, chwile potem 4’57”, za chwilę 4’53”, a gdy pojawia się podsumowanie ostatniego kilometra (zapewniane przez włączoną opcję Auto-Lap), widzę, że średnie tempo to 4’38”. Czasem odbywa się to w zupełnie przeciwną stronę, więc nie ma tu żadnej reguły. W kolejnych kilometrach te wahania są dużo mniejsze, ale mimo to nie nauczyłem się ufać tym wskazaniom. Zamiast więc sprawdzać czy jestem w stanie przebiec 13-ty i 14-ty kilometr biegu z tempem ok. 4’00”, sprawdzam aktualne średnie tempo i sam obliczam do jakiego średniego muszę zejść, żeby te dwa ostatnie kilometry przebiec w założonym czasie.

Ktoś mógłby powiedzieć, że to bez sensu, że przecież nie po to jest zegarek z GPS, żeby samemu coś obliczać i nietrudno będzie przyznać mu rację. Z drugiej strony, liczenie w trakcie biegu pozwala zająć czymś myśli, a wtedy kolejne kilometry same mijają. Pamiętam, że właśnie tym zajmowałem się podczas swojego pierwszego maratonu: „skoro do teraz mam średnie tempo 5’07”, to jaki będę miał czas na mecie? a jeśli zwolnię to 5’10” to jaki to będzie wynik?” i zanim to obliczyłem, mijało kilkaset metrów, tempo się zmieniało i liczyłem od nowa. Wracając do wspomnianych wcześniej 14 kilometrów; po skopiowaniu zapisy biegu z zegarka okazało się, że wskazania tempa chwilowego na zegarku były trafione, więc z tym brakiem zaufania to może być bardzo personalna rzecz i niekoniecznie powinniście się tym kierować.

Znacznie lepiej radzi on sobie z dokładnością zmierzonego dystansu i to bez względu na to, czy biegnie się po bieżni na stadionie czy w gęstym lesie. Na wszystkich zawodach również dystans jest bardzo bliski temu, jaki powinien być9. O tym, jaki to jest komfort, wie prawdopodobnie każdy biegający z telefonem. Nie zapomnę jak przebiegając linię mety swojego pierwszego półmaratonu, jeszcze z telefonem w opasce na ramieniu, odebrałem medal, wodę i przebiegłem jeszcze 200 m, żeby tylko Nike+ w telefonie uznał, że faktycznie przebiegłem półmaraton, a nie 20,9 km. Potem już tylko z perspektywy posiadacza zegarka biegowego obserwowałem jego wyższość nad telefonem – któregoś razu, gdy zabrałem brata na ośmiokilometrowy trening na bieżni, okazało się, że gdy u mnie „piknął” pierwszy kilometr, on miał już 1200 m, mimo że biegliśmy krok w krok, obok siebie. Gdy na szóstym kilometrze przyspieszyłem i zostawiłem go w tyle, zdążyłem do „zdublować”, skończyć swoje 8 km, które on – wg wskazań swojego telefonu – skończył chwilę później przebiegając tylko 100 m dalej (choć powinien co najmniej 400, skoro został „zdublowany”). Podobnie podczas treningu ze znajomymi w lesie. Dwóch z nas miało zegarki (mój SportWatch i Garmin 910XT), a trzeci kolega – telefon. Wszyscy biegliśmy tę samą trasę, choć różniliśmy się nieco tempem. Gdy spotkaliśmy się przy samochodzie, okazało się, że Nike+ i Garmin podały dokładnie ten sam dystans (30,02 km), a telefon …32,4 km.

Podczas używania go, bardzo szybko natrafiłem jednak na kolejne ograniczenie, które dotyczy treningów interwałowych. Każdy biegający wie, że powinien mieć takie w swoim planie treningowym, a SportWatch zapewnia ich wsparcie tylko w pewnym stopniu. Małe wyjaśnienie dla osób, które być może nie znają tego terminu – trening interwałowy polega na zmiennej intensywności przez określone odstępy czasu. Treningiem interwałowym jest więc np. 800 m intensywnego biegu i 200 m spokojnego biegu, powtórzone 5 razy lub 10 minut szybkiego biegu i 5 minut wolnego, powtórzone 4 razy itp. I właśnie te dwa etapy biegu można w SportWatch ustawić – w pierwszym przykładzie po 800 m poinformuje on biegnącego sygnałem dźwiękowym, że powinien przejść do tempa spoczynkowego i po 200 m zrobi to ponownie. Problem robi się natomiast wówczas, gdy trening interwałowy jest tylko częścią całego treningu. Zakładając, że wybieram się na bieżnię na stadionie, żeby tam zrobić interwały, chciałbym móc ustawić sobie, że pierwsze dwa kilometry dobiegnięcia do stadionu i jeszcze kilometr na bieżni były rozgrzewką przed interwałami, potem założone interwały chciałbym zrobić np. 5 razy, a potem jeszcze dać sobie 4 kilometry, żeby mięście mogły ostygnąć. Niestety, SportWatch nie ma takiej możliwości – albo rozpoczynasz i kończysz interwałami albo biegniesz, używając standardowego trybu i samodzielnie kontrolujesz czas lub dystans, żeby wiedzieć kiedy zmienić intensywność biegu.

Po zakończeniu biegu i wyłączeniu pomiaru, zegarek wyświetli jedno ze swoich motywjących i krzepiących haseł, a algorytm ich dobierania jest na tyle inteligentny, że stara się dopasować je do pewnych czynników biegu. Oznacza to, że jeśli końcówka biegu była mocna istnieje większa szansa, że zobaczymy tam „Nice finish!” niż „Way to get out there”. W chwilę później pojawi się ekran z podsumowaniem całego biegu; taki sam, jaki pojawia się w zakładce ‘historia’ w menu.

Nike+ Sensor

W zestawie z zegarkiem znajduje się czujnik do buta, mierzący ilość kroków i na tej podstawie wyliczający dystans10. Jak nietrudno się domyślić, tylko buty marki Nike mają odpowiednie wycięcie w podeszwie (od wewnątrz, pod wkładką), w którym można taki czujnik umieścić11. Jego zadaniem jest śledzenie kroków w sytuacji, kiedy sygnał GPS jest słaby lub nie ma go w ogóle. SportWatch potrafi odczytywać sygnały z obu czujników jednocześnie (a właściwie z trzech, bo w tym samym czasie może być także połączony z pulsometrem) i albo uśrednia wyniki z obu albo GPS traktuje priorytetowo. Zaletą korzystania z czujnika jest opcja quickstart, dostępna po włączeniu zegarka, która umożliwia rozpoczęcie biegu bez konieczności czekania aż zegarek znajdzie sygnał GPS – SportWatch będzie odczytywał dane z czujnika w bucie, a gdy połączy się z satelitą, poinformuje o tym dźwiękiem. Działa to bezbłędnie i jest świetnym rozwiązaniem, pod warunkiem, że korzysta się wyłącznie z serwisu Nike+. Plik .gpx pobrany z tego serwisu (więcej o tym później) nie zawiera bowiem dystansu, zliczonego przez czujnik w bucie, a tym samym dane po imporcie do serwisów typu Endomondo czy Strava są przekłamane. Przykład z dziś: wyszedłem z budynku, włączyłem zegarek, po dwóch sekundach połączył się z czujnikiem w bucie i pulsometrem i pojawiła się opcja quickstart. Uruchomiłem ją więc i rozpoczęłem bieg. Dźwięk połączenia z satelitą usłyszałem po 850 metrach. Kilkadziesiąt minut później skończyłem bieg, widząc na zegarku dystans 15,16 km. Ta sama wartość – rzecz jasna – pojawiła się w serwisie Nike+. Zaimportowany plik do serwisów Endomondo i Strava pokazywał jednak 14,3 km, co nie byłoby może takie złe, gdyby nie fakt, że czas liczony jest jednak normalnie, a tym samym średnia biegu zostaje przekłamana; w tym przypadku zamiast rzeczywistego 4’48”/km, w statystykach jest 5’05”/km. W Endomondo można to poprawić – w Stravie już nie. I, oczywiście, nie uważam tego za duży problem. Zwracam tylko uwagę, żeby podchodzić do opcji quickstart ostrożnie i raczej nie korzystać z niej na zawodach, jeśli chce się mieć w archiwum poprawne wyniki.

À propos zawodów; trasa maratonu w Pradze dwukrotnie przebiega pod kilkuset metrowym wiaduktem, gdzie najczęściej słyszanymi dźwiękami są powiadomienia zegarków o utracie sygnału GPS. W takiej sytuacji czujnik w bucie mógłby się przydać (biegłem w Asicsach), bo zegarek automatycznie przełączyłby się na odczyt dystansu z Nike+ Sensor, a po ponownym nawiązaniu połączenia z satelitą, wrócił do obliczania dystansu na podstawie śladu z GPS.

Pulsometr

Nike+ SportWatch potrafi współpracować z pulsometrem zakładanym na pasku na klatkę piersiową. Jest to Polar WearLink+, który działa na dwóch częstotliwościach; współpracuje z Nike+ SportWatch, ale jeśli ktoś zdecydowałby się na zmianę zegarka na któryś model marki Polar, pulsometr będzie mógł działać także z nim. Dodanie pomiaru tętna do parametrów biegu nie tylko daje dodatkową, szalenie przydatną informację biegaczowi, ale także pozwala zegarkowi znacznie dokładniej obliczyć ilość spalonych kalorii, bazując właśnie na ilości uderzeń serca na minutę, a nie prostym algorytmie, biorącym pod uwagę jedynie płeć, wagę i wiek.

Zegarek łączy się z czujnikiem momentalnie, a co-sekundowe pomiary zapisywane są w pliku wysyłanym do serwisu Nike+, więc przy ewentualnym eksporcie danych biegu stamtąd, informacje dotyczące pulsu zostają zachowane.

Dodatkowe aktywności

Jedna z aktualizacji firmware’u umożliwiła zmianę wskazywanego przez zegarek tempa na prędkość, co pozwala na używanie zegarka także podczas jazdy rowerem. Problem polega jednak na tym, że choć zegarek – częściowo (bo nie ma możliwości wybrania innego rodzaju aktywności) –  jest na to gotowy, to serwis Nike+ ani trochę. Zegarka na rowerze użyłem więc tylko raz, bo choć dystans, prędkość czy czas aktywności SportWatch podał poprawne, to w Nike+ widniało to jako bieg, a tym samym wszystkie rekordy zostały zaktualizowane (wg zegarka „przebiegłem” 5 km w nieco ponad 10 minut). Na szczęście po usunięciu aktywności z serwisu Nike+, wszystko wróciło do normy. Generalnie więc nie polecam, chyba, że serwis Nike+ miałby być jedynie punktem przejściowym przed eksportem do np. Endomondo czy Stravy, gdzie w trakcie wysyłania pliku można wybrać jakiego rodzaju jest to aktywność.

SportWatch jest też wodoodporny i nie chodzi tu o coś, co w angielskim nazywane jest waterresistant (jak np. IPX7 w Apple Watch czy części innych zegarków biegowych), a prawdziwe waterproof do 5 atmosfer. Dziwne jest natomiast to, że choć można z nim nurkować, to jedyny pomiar, jakiego można dokonać w trakcie to zwykły pomiar czasu przy użyciu stopera.

Bateria

Każdy, kto kiedykolwiek biegał z użyciem telefonu, wie, że komunikacja modułu GPS z satelitą potrafi bardzo szybko wyczerpać baterię. Jednym z powodów posiadania zegarka biegowego jest właśnie komfort niemartwienia się o energię. Dla większości biegających, SportWatch spokojnie spełni swoje zadanie. Podczas normalnego użytkowania i biegania po 3-4 razy w tygodniu, jedno ładowanie wystarczało mi prawie na cały tydzień. Trochę pomagał w tym pewnie fakt, że każde podłączenie zegarka do komputera, żeby zaimportować bieg, odrobinę podładowywało baterię. Ostatnio miałem jednak okazję sprawdzić, gdzie leżą granice wytrzymałości jego wytrzymałości – było to w dokładnie ten sam dzień, kiedy sprawdzałem, gdzie leżą granice mojej wytrzymałości12. Przebiegłem 56,2 km w 5h46m58s, biegnąc przez lasy i mokradła i po przebiegnięciu linii mety i zatrzymaniu pomiaru w zegarku, zamiast standardowego podsumowania biegu wyświetlił mi się ekran z komunikatem ’Low battery’. Nie winię go za to, bo nie sądzę, żeby został projektowany do takich zadań, ale z pewnością winiłbym go, gdyby wyczerpał się przed linią mety13.

Spokojnie można jednak założyć, że do biegów do dystansu maratońskiego włącznie, bateria w SportWatch nie powinna stanowić żadnego problemu.

Strona Nike+

O samej usłudze Nike+ napiszę więcej w oddzielnym tekście, porównującym ją do innych tego typu. Poniżej pokażę jedynie, jakie informacje możemy otrzymać, biegając z urządzeniem wspieranym przez Nike+.

Tak wygląda podsumowanie przykładowego biegu:

Poza podstawowymi danymi, jak czas, dystans, tempo, średnie tętno i ilość spalonych kalorii, Nike+ koloruje ślad trasy, pokazując, które odcinki były relatywnie wolne, a które szybkie. Te same kolory zostają przeniesione na wykres tempa. Przejeżdzając po nim kursorem myszy możemy sprawdzić jakie tempo i jakie tętno mieliśmy w danym momencie.

Po wysłaniu pliku do serwisu, Nike+ umożliwia także oznaczenie biegu graficznymi symbolami, oznaczającymi nastrój, nawierzchnię, po jakiej się biegło, pogodę, tętno (czy było niskie, średnie czy wysokie w naszej ocenie) oraz buty, mierząc ich przebieg. Z tego miejsca istnieje też możliwość publikacji biegu w najpopularniejszych mediach społecznościowych.

Poza pojedynczymi treningami można tu zobaczyć podsumowanie tygodnia, miesiąca, roku czy całej historii zapisanych biegów:

I znów, poza podstawowymi uśrednionymi lub zsumowanymi danymi, Nike+ wyświetla wykres średniego tempa wszystkich biegów z danego okresu, a także podział biegów na dni tygodnia czy pory dnia, w jakich się biega.

W podobny sposób można zobaczyć wykres tętna, na przykład żeby sprawdzić czy nasza wydolność się poprawia:

Wsparcie Nike+

Jak część z Was pewnie zauważyła, na powyższych zdjęciach pojawiają się dwa różne egzemplarze tego zegarka. Stało się tak dlatego, że pierwszy z nich po pewnym czasie przestał być widoczny w komputerze. Ładował się, ale nie było możliwości pobrania z niego zapisów biegu. Zadzwoniłem więc na europejską infolinię Nike, gdzie zostałem połączony z konsultantem, którego – zdaje się – jedynym zadaniem było sprawić, żeby odłożył słuchawkę jako zadowolony i usatysfakcjonowany klient. Wywiązał się z tego doskonale, bo po kilkunastu minutach rozmowy, dokładnie tak się czułem, gdy kończyłem połączenie. Okazało się, że był to znany problem pierwszej generacji tych urządzeń14, więc gdy konsultant usłyszał, że sprawdziłem to na wszystkie możliwe sposoby, łącznie z czyszczeniem styków w zegarku, jedyne o co zapytał, to w jakim kolorze chciałbym mieć nowy zegarek. Już następnego dnia otrzymałem informację o tym, że zegarek jest już w drodze do mnie i gdy dotrze, proszą mnie tylko o odesłanie uszkodzonego. Z nowym nie miałem od tamtego czasu najmniejszych nawet problemów.

Podsumowanie

Nike+ SportWatch to bardzo ciekawe urządzenie, które mimo 4 lat od premiery, niczego nie straciło ze swojej funkcjonalności i, które, mimo upływu tak długiego czasu, nadal ma bardzo nieliczną konkurencję w swoim przedziale cenowym.

Po ponad roku używania swojego, mogę go z czystym sumieniem polecić tym, którzy nie chcą biegać z telefonem, ale jednocześnie nie planują inwestować dużych pieniędzy w oprzyrządowanie ani robić skomplikowanych treningów biegowych. Ci z kolei, którzy potrzebują niedrogiego zegarka „na teraz”, a w przyszłości planują zakup bardziej zaawansowanych urządzeń, powinni raczej rozejrzeć się za podstawowymi modelami marki, która ich interesuje. Jeśli należysz do tej pierwszej grupy i rozważasz zakup używanego, choć nienoszącego śladów zużycia i w pełni sprawnego Nike+ SportWatch, informuję, że mój jest na sprzedaż. W trakcie kiedy Ty czytasz te słowa, ja prawdopodobnie rozpakowuję swój nowy zegarek, któremu już niedługo poświęcę na tej stronie trochę miejsca.


  1. Zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę, że jego premiera odbyła się 4 lata temu. 
  2. Co jednak nie jest obowiązkowe, bo zegarek potrafi ją odczytać z komputera, do którego jest podłączony. 
  3. Przypisana nie do zegarka, a do serwisu Nike+; jeśli więc już teraz masz tam 1000 kilometrów, zegarek pobierze tę informację przy pierwszym połączeniu z komputerem. 
  4. Dane te posłużą do prawidłowego obliczania ilości spalonych kalorii. 
  5. Nigdy się na to nie zdecydowałem. Nawet na próbę. 
  6. Mam sporo notatek dotyczących korzystania z tych trzech serwisów, więc jeśli pojawi się wśród Was zapotrzebowanie na artykuł, będacy porównaniem tych usług, pewnie niedługo się on tu pojawi. 
  7. Co drażniło mnie tak mocno, że jedynym sposobem było ignorowanie problemu i rozpoczęcie biegu bez połączenia z GPS, co czasem oznaczało, że calkowity dystans zliczony przez zegarek jest o 1km za krótki. 
  8. Bardzo liczyłem, że któraś z aktualizacji firmware’u doda taką możliwość, ale do dziś się nie doczekałem. 
  9. Idealny nie będzie nigdy ze względu na sposób, w jaki GPS działa, a także na niedokładność pomiaru przez organizatorów, co czasem także się zdarza. Sam brałem udział w biegu na 10 km w lesie, gdzie przebiegłem linię mety po 39m40s, pobijając tym samym swój rekord na tym dystansie dość znacząco, a po spojrzeniu na zegarek okazało się, że trasa miała 9,6 km. 
  10. Nie podaje jednak kadencji, choć wydawałoby się to być na miejscu. 
  11. Choć widziałem kiedyś w sieci sprytny uchwyt do sensora Nike+, przypinany do sznurówek, a tym samym pasujący do obuwia każdej marki. 
  12. Pewnie nikogo nie zdziwi więc fakt, że bieg nazywał się „Nowe Granice”. 
  13. Nigdy mi się takie coś nie zdarzyło, więc nie wiem czy w pamięci zegarka bieg jest wówczas zapisany choć w części czy przepada całkowicie. 
  14. Informację o tym czy zegarek jest z pierwszej czy drugiej generacji zdradza tylko numer seryjny i …kolor. Ze swojej strony nie polecam czarnego z seledynowo-zielonym przyciskiem. 

1 Comment

  1. Świetny opis i super, że zapoczątkowałeś nową serię! Czekam na kolejne teksty, w szczególności porównanie portali!!

Submit a comment