OmniFocus 2 dla iPhone’a

Poniższy artykuł został napisany i opublikowany 4 lata temu. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że część informacji i linków jest już nieaktualna.

Jeśli chcesz wiedzieć, dlaczego ten tekst pojawia się tutaj, mimo że wcześniej został opublikowany w à propos piątku – przeczytaj wstęp do najnowszego wydania.

Gdy w styczniu ubiegłego roku opisałem na swojej stronie aplikację OmniFocus (ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu, to wciąż jeden z trzech najczęściej czytanych tekstów w Fabryce Pikseli), wspomniałem, że nie używam jej w telefonie, a tylko na Maku i iPadzie. Głównym powodem takiego stanu rzeczy był fakt, że ówczesna wersja OmniFocus dla iPhone’a była dość toporna. Na tyle, że gdy już ją zainstalowałem, służyła mi wyłącznie do szybkiego dodawania zadań (przyspieszonego dzięki Launch Center Pro), mimo że potrafiła wiele więcej. Z całą pewnością była najsłabszą ze wszystkich trzech wersji.

Niedługo po premierze iOS 7, The Omni Group zaprezentowała nową odsłonę swojej iPhone’owej aplikacji, sprawiając, że cały powyższy akapit przestał być aktualny.

OmniFocus nigdy nie uchodziła za ładną aplikację – gdy się o niej mówiło, wspominało się o ogromnych możliwościach czy przemyślanej funkcjonalności, ale nie o designie. Przynajmniej, nie pozytywnie. Wystarczy jednak rzut oka, żeby stwierdzić, że OmniFocus 2 dla iPhone’a to zupełnie nowy poziom. I to nie tylko w porównaniu do poprzedniej wersji, ale i z całym – niemałym przecież – rynkiem aplikacji z tej kategorii.

Samo przeprojektowanie aplikacji nie obejmuje jednak tylko dostosowania jej do stylistyki iOS 7, w którą doskonale się wpisuje, ale przede wszystkim, całkowicie zmieniony został interfejs użytkownika i sposób interakcji z nim. Samo spojrzenie na pierwszy ekran wystarczy, by przekonać się, że nowy jest znacznie bardziej przemyślany i znacznie wygodniejszy w użyciu; użycie siatki pozwoliło na ustawienie hierarchii poszczególnych elementów, a zmiana ich wielkości korzystnie wpływa na wygodę ich używania na niewielkim ekranie telefonu.

Cieszy fakt, że pozostała możliwość dodania własnych perspektyw do pierwszego ekranu, który stał się teraz swoistym centrum OmniFocus, w którym wystarczy tylko rzut oka, by zorientować się czy wszystko idzie zgodnie z planem czy są jakieś opóźnienia itp. Dodatkowo, pole z przyciskami do synchronizacji, ustawień i wyszukiwania jest domyślnie ukryte, a pojawia się po przeciągnięciu palcem w dół, czyli tak samo jak systemowe wyszukiwanie lub aktualizowanie zawartości większości iOSowych aplikacji. Jest jednak pewna rzecz na tym ekranie, która – uważam – nie wyszła. Pole Forecast wyświetla kilka dat z ilością zadań w każdej z nich (również używając kolorów, jeśli znajdują się tam zadania przeterminowane lub bliskie daty końcowej). Daty te nie są jednak przyciskiem (skrótem) do konkretnego dnia, tj. chcąc w poniższym zrzucie zobaczyć co to za 12 zadań oczekuje na mnie w niedzielę, muszę tapnąć w obrębie pola Forecast (które jest jednym dużym przyciskiem) i dopiero tam, z niemal identycznego interfejsu wybrać niedzielę. Uważam to za pewnego rodzaju niekonsekwencję, gdy dwa niemal identycznie wyglądające elementy nie zachowują się tak samo w obu miejscach.

Wracając jednak do rzeczy bardziej pozytywnych – uwielbiam zastosowane w aplikacji animacje. Po wybraniu np. projektów na pierwszym ekranie, jego zawartość rozcina się w połowie i obie części znikają przesuwając się ku górze i dołowi. Miłym detalem jest to, że owo przecięcie zawsze odbywa się w miejscu danego przycisku, a nie na środku ekranu. Wygląda to znakomicie, zwłaszcza, że w odróżnieniu od animacji zastosowanych w iOS 7, ta jest bardzo krótka, dynamiczna.

Po ustawieniu synchronizacji OmniFocus 2 z kalendarzem, w widoku Forecast wyświetlają się zdarzenia, dzięki czemu z jednego miejsca można ustalić sobie plan na dany dzień. Brakuje mi w nim tylko znacznika aktualnej godziny, który wyświetla się w OmniFocus dla iPada, a który pomaga określić w jakim punkcie dnia się jest. W wersji dla iPhone’a zaznaczona (a i to delikatnie) jest tylko 12:00 w południe.

W widoku projektów i kontekstów, pod każdym z nich wyświetla się szereg kropek, reprezentujących ilość zadań. Kropki przybierają kolory czerwony lub żółty, jeśli w danym projekcie lub kontekście znajdują się zadania przeterminowane lub te, których data wykonania się zbliża. To znakomity sposób na szybkie zapoznanie się z progresem zadań w danej kategorii, bez konieczności zaglądania „do środka”.

Dobrze widzieć, że ostał się również przycisk dodawania zadania, z niemal każdego ekranu aplikacji, choć ma nieco inną formę niż w poprzedniej wersji. Tym razem jest to przycisk umieszczony na wyższej warstwie niż pozostałe elementy interfejsu, po to, by zawsze móc dodać nowe zadanie z tego samego miejsca ekranu (prawy dolny róg).

W widoku dodawania nowego zadania nieco brakuje mi wspomnianej wcześniej hierarchii i podziału wpisywanych informacji – wydaje mi się, że w poprzedniej wersji było to rozwiązane lepiej. To jednak tylko niuans, bo już na przykład umieszczony w tym samym widoku przycisk „Save+” jest znakomitym ułatwieniem, oszczedzającym czas przy dodawaniu wielu zadań jednocześnie. Bardzo często wieczorem robię coś w rodzaju brain dump, czyli zapisuję wszystkie rzeczy, które chciałbym lub muszę zrobić, a które kołaczą mi w głowie, bo nie zostały nigdzie spisane. Odkąd używam OmniFocus 2, to właśnie iPhone’a używam do tego celu (wcześniej znacznie łatwiej i wygodniej można to było zrobić na Maku – teraz ta różnica się zatarła).

Podobnie jak w poprzedniej wersji, do każdego zadania można przyporządkować dwie daty – startową (nazwaną teraz „defer until”, co prawdopodobnie wiąże się z modą na prokrastynację, wyznaczaną przez aplikację typu Mailbox, ale i ma więcej sensu, przynajmniej dla mojego sposobu korzystania z daty startowej) oraz końcową, czyli tą, w której zadanie musi być koniecznie wykonane. W mojej opinii, problemem jest tu fakt, że OmniFocus korzysta z systemowego modułu wyboru daty, który w iOS 7 jest naprawdę słabym elementem i do dziś nie mogę się nadziwić, że został on przez kogokolwiek zaakceptowany. Plusem jest jednak to, że pod nim wyświetla się kilka przycisków, które pozwalają na szybkie „przekładanie” zadania o dzień, tydzień, miesiąc, a nawet rok. Jest też przycisk „Later”, który w założeniu stanowi pewnie skrót do Someday/Maybe List (której nie jestem fanem) z „Getting Things Done” Davida Allena, bo przesuwa dane zadanie o ok. 6-8 tygodni, wybierając przypadkową datę w tym zakresie, o czym informują dwie kostki do gry w ikonie.

Lista zadań z prawej strony wyświetla okrągłą ikonę, która jest miejscem, w którym zaznacza się wykonanie zadania, lecz jednocześnie informuje o tym, czy jest to powtarzające się zadanie (trzy kropki wewnątrz ikony), czy zadanie jest bliskie przeterminowania lub jest już przeterminowane (ikona zmienia wówczas kolor na żółty lub czerwony) oraz czy zadanie jest oflagowane (okrąg staje się wówczas pomarańczowy).

Zdecydowanie moją ulubioną opcją w nowej wersji jest Background Sync, czyli natywna dla iOS 7 usługa, umożliwiająca aktualizację danych w wybranych aplikacjach, nawet gdy nie są one włączone (marzyłem o tym jeszcze w czasach iOS 5, pisząc o tym, co chciałbym zobaczyć w iOS 6). Działa to w ten sposób, że jeśli system wykrywa, że stan naładowania baterii jest wysoki, a telefon ma dostęp do internetu (zarówno via Wi-Fi, jak i 3G), cyklicznie uruchamia w tle proces synchronizacji. Czasy, w których po uruchomieniu OmniFocus należało dać aplikacji kilka sekund, żeby mogła połączyć się z serwerem, pobrać najbardziej aktualne dane i zoptymalizować bazę minęły bezpowrotnie (zdarza się, że po uruchomieniu pasek postępu optymalizacji bazy wyświetli się na moment, ale trwa to znacznie krócej niż kiedyś i – przede wszystkim – wyświetla się znacznie rzadziej).

Wszystko powyższe sprawia, że OmniFocus 2 nie potrzebowała wiele czasu, by stać się moją ulubioną wersją tej aplikacji (tak, wyprzedzając nawet wersję dla iPada, której aktualnie używam już tylko do cotygodniowego przeglądu zadań). Korzystam z niej teraz na tyle często i na tyle chętnie, że mimo bycia ogromnym fanem Launch Center Pro, OmniFocus 2 ponownie zagościła na pierwszym ekranie mojego telefonu (po części także dlatego, że nowa ikona jest znakomita).

Pozostaje jeszcze kwestia ceny, która – jak zdążyłem się zorientować – jest dyskusyjna, co dziwi mnie niebywale. Użytkownicy poprzedniej wersji wychodzą z założenia, że skoro zapłacili ponad 20€ za poprzednią wersję (która w ciągu ostatnicj kilku lat otrzymała sporą ilość darmowych aktualizacji), nie powinni już płacić kolejnych 18€ za nową (nawet biorąc pod uwagę ilość wprowadzonych zmian i związany z tym nakład pracy deweloperów). Mogę się tylko domyślać, że są to osoby, które nie potrzebują takiej aplikacji w ogóle lub nie wykorzystują jej potencjału. Bo osobiście, biorąc pod uwagę to, jak ogromnie OmniFocus pomaga mi w pracy, byłbym gotów płacić nawet miesięczny abonament, by nadal z niej korzystać. Oczywiście, nic takiego nie jest konieczne – wystarczy jednorazowa płatność za każdą z aplikacji, które się potrzebuje. W moim przypadku; używam OmniFocus od prawie 2,5 roku, więc w przeliczeniu miesięcznym wyszłoby, że OmniFocus dla iPhone’a kosztowała mnie ok. 3 zł miesięcznie. Czyli 10 groszy dziennie. Czy jestem gotów zapłacić kolejne 10 groszy dziennie, każdego dnia przez kolejne dwa lata, żeby móc korzystać z tego narzędzia? Bez chwili wahania.