Wymiana dysku w iMac7,1 24″

Poniższy artykuł został napisany i opublikowany 9 lat temu. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że część informacji i linków jest już nieaktualna.

24-calowego iMac’a kupiłem, jak tylko jego aluminiowa wersja pojawiła się w Polsce. 3 lata, 3 miesiące i 3 dni temu. To daje 28560 godzin. Dysk przepracował w nim pewnie połowę tego czasu. Jeśli nie więcej. Gdy więc zacząłem zdawać sobie sprawę, że odmawia posłuszeństwa, nawet nie miałem do niego żalu.

Wymieniłem więc wczoraj standardowo umieszczonego w moim modelu 320-gigabajtowego Western Digital na Samsunga z serii F3, o pojemności 1TB. Cały proces sfotografowałem, więc jeśli ktoś potrzebowałby ilustrowanego przewodnika, zapraszam poniżej.

Do rozebrania iMac’a, potrzebny jest wkrętak krzyżakowy oraz śrubokręty Torx 6 i 8, a także przyssawka do ściągnięcia przedniej szyby (wystarczy zwykły uchwyt od nawigacji czy telefonu z samochodu).
Dla bezpieczeństwa, na czas operacji, przeniosłem „pacjenta” do sypialni, gdzie mogłem położyć go na czymś miękkim.


W pierwszej kolejności należy ściągnąć szybę, która trzyma się obudowy za pomocą kilku magnesów. Do tego konieczna jest przyssawka i – jak się okazało w praktyce – najlepiej jest zacząć od góry. W moim przypadku pociągnięcie szyby w lewym górnym rogu załatwiło sprawę; reszta sprawnie i bezproblemowo odeszła.

Kolejny krok to odkręcenie śrubki, blokującej dostęp do pamięci, na spodzie komputera. To jedyne miejsce, gdzie potrzebny jest zwykły „krzyżak”.

Następnym etapem jest zdjęcie przedniej części obudowy, która przymocowana jest kilkoma Torxami. Ważna uwaga; śrubki różnią się długością – najdłuższe są nad logo jabłka, 4 średnie to nad i pod napędem oraz obie obok kamerki iSight, a najkrótsze to cała reszta otworów. Będzie przydatne przy skręcaniu.

Po odkręceniu wszystkich śrubek, należy unieść obudowę od spodu, ale delikatnie, bo wciąż jest podłączona do reszty przewodem od kamery. Odpięcie go umożliwi całkowity demontaż obudowy.

Na poniższym zdjęciu widoczne są zacieki na matrycy od sprężonego powietrza, nic fajnego, nie polecam.

Na środku pod ekranem umieszczony jest port podczerwieni. Prawdopodobnie, można podnieść matrycę bez wyjmowania go, ale jest na tyle blisko, że ze względów bezpieczeństwa odpiąłem go i odkręciłem.

Zostaje teraz 8 wkrętów trzymających samą matrycę.

Po ich odkręceniu trzeba pamiętać, że matryca podłączona jest do komputera trzema przewodami. Dwa z nich koniecznie trzeba odłączyć przed próbą uniesienia matrycy, żeby ich nie wyrwać. Pierwszy z nich, to przewód z czterema żyłami, którego wtyczka znajduje się między lewym wentylatorem a lewą kością pamięci (na zdjęciu prawa wtyczka).

Drugi z nich przymocowany jest porządniej; wtyczkę blokują dwie śrubki, a żeby ją wypiąć trzeba unieść całą płytkę, znajdującą się obok modułu AirPort (który z kolei znajduje się z prawej strony radiatora, którego widać na samym środku iMaca).

Po odpięciu ich obu można unieść matrycę i „postawić” ją z lewej strony leżącego komputera (pomoc żony takoż konieczna, jak i nieoceniona). Trzeci przewód jest bowiem na tyle długi, że spokojnie może zostać wpięty, tym bardziej, że wtyczka umieszczona jest pod płytką i dostęp do niej jest utrudniony. Ja nie ryzykowałem.

Na powyższym zdjęciu widać już mój zmęczony dysk. Jego odpięcie nie sprawia żadnych problemów; dwie wtyczki SATA i czujnik temperatury, którego ramkę warto przykleić do nowego dysku:

Dysk trzyma się w specjalnych „sankach” i nie ma potrzeby odkręcania dolnych bolców (od nich chciałem zacząć, a okazało się, że nie tylko nie będzie to potrzebne, ale że byłby z tym spory problem, bo dostęp śrubokręta w te rejony był utrudniony). Wystarczy więc odkręcić dwie górne śruby, wyciągnąć dysk z dolnej półki (tak, żeby oba bolce wyszły z otworów), a następnie górny uchwyt oraz bolce wkręcić do nowego dysku:

Warto odkleić też gąbeczkę przyklejoną na górną (choć z tej perspektywy spodnią) część dysku i umieścić na nowym; stłumi drgania.

Po umieszczeniu czujnika temperatury i podłączeniu obu wtyczek SATA można już wykonać wszystkie powyższe kroki, w odwrotnej – rzecz jasna – kolejności.

Warto, w tak zwanym międzyczasie, przeczyścić wnętrze komputera, a przede wszystkim wentylatory (do dwóch z nich jest swobodny dostęp). Przez 3 lata używania mojego egzemplarza, zebrałem w nim sporo kurzu.

Największym problemem na jaki ja się natknąłem było …wyczyszczenie matrycy i szyby po złożeniu komputera. Nie wiem w jaki sposób robią to w serwisie, ale marzyłem o najlepiej próżniowym pomieszczeniu, żeby sobie z tym poradzić. Matryca przyciągała po prostu kurz z powietrza i ani sprężone powietrze, ani mikrofibra, ani preparaty do czyszczenia okularów nie działały.

Gdy w końcu się z tym uporałem, podłączyłem komputer do zasilania. Chwila prawdy:

Ekran wyświetlił katalog ze znakiem zapytania, więc system wie, że dysk jest zainstalowany, ale nie odnalazł na nim systemu. Nadszedł więc czas na odzyskanie systemu z TimeMachine. Do FW800 podłączyłem więc swoją kopię i zacząłem przywracanie.

Proces trwał niecałe 3 godziny, a po jego uruchomieniu zobaczyłem system w formie, w jakiej miałem go na starym dysku (nawet elementy na pulpicie nie zmieniły położenia). Potem okazało się wprawdzie, że nie poszło tak gładko jak początkowo sądziłem (LittleSnitch zgubił swoją konfigurację, Photoshop CS5 przy pierwszym uruchomieniu wyświetlił błąd synchronizacji kolorów, iTunes 10.1 należało zainstalować ponownie, a Adobe Soundbooth stał się nagle domyślnym odtwarzaczem plików .avi), ale i tak trwało to zdecydowanie krócej niż instalacja czystego systemu i migracja ustawień i danych z TimeMachine.

Ktoś mógłby się zastanawiać dlaczego partycjonowałem nowy dysk; to tylko dlatego, że dysk do TimeMachine mam tylko terabajtowy, a wiadomym jest, że musi on być większy niż dysk, którego kopie ma robić. Stąd podział na 640GB i 360GB.

Na koniec, dla tych co lubią cyferki, wyniki testów dysku z XBench:

WD 320GB tuż po kupnie, z 10.4.10: 71.85
WD 320GB po czystej instalacji 10.5: 83.32
WD 320GB tuż przed wymianą 10.6.5: 54.76
Samsung HD103SJ z 10.6.5: 108.64

Jak widać; nie ma porównania. W praktyce ta różnica wydaje się być jeszcze większa; aplikacje uruchamiają się znacznie szybciej (najczęściej jeden podskok w Docku wystarcza, a czasem i krócej), podobnie biblioteki Lightroom, a i praca z dużymi plikami (300MB TIFF w PS) jest znacznie bardziej komfortowa. Muszę jednak przyznać, że jest nieco głośniejszy niż WD.

Największym zaskoczoniem jednak całej operacji jest fakt, że iMac po skręceniu …znacznie lepiej brzmi. Wyczyszczenie membran i – przede wszystkim, jak mniemam – otworów w dolnej części obudowy, sprawiło, że wczoraj pierwszy raz od bardzo dawna, pracując, nie założyłem słuchawek, a pozwoliłem mu grać :)