Mac mini 2014

Poniższy artykuł został napisany i opublikowany 5 lat temu. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że część informacji i linków jest już nieaktualna.

W poprzednim artykule, opisującym Maka Pro, wspominałem, że plan na mój kolejny komputer jest w pewnym stopniu zależny od wczorajszej konferencji. Już we wstępie mogę zapewnić, że niczego ona nie zmieniła.

Owszem, Mac mini, który od prawie trzech lat w różnych iteracjach jest moją produkcyjną maszyną, został zaktualizowany. Od premiery poprzedniego modelu minęły niemal równe dwa lata, więc wszyscy się pewnie zgodzą, że było to długo oczekiwane odświeżenie modelu.

Słowo „odświeżenie” zostało tu użyte nie bez przyczyny. Wielu fanów Maka mini wierzyło bowiem, że obudowa, w jakiej ów się aktualnie mieści, jest tylko pozostałością po modelu z 2010 roku, który miał wbudowany napęd optyczny. To właśnie wielkość płyt, wkładanych do środka urządzenia w dużym stopniu zdeterminowała jego kształt i rozmiar. Model, który pojawił się w 2011 roku pozbawiony był charakterystycznej szczeliny z przodu obudowy, ale jej kształt pozostał niezmieniony. Mówiło się wówczas, że może inżynierowie bardziej skupili się na zmianach podzespołów1 niż wyglądzie zewnętrznym i na pewno kolejna wersja przyniesie także zmianę obudowy. Gdy niecały rok później zaprezentowano model 2012, ponownie okazało się, że nic z tego. Teraz miało być inaczej. Mówiono, że skoro minęły dwa lata, to na pewno był czas na to, żeby zaprojektować to urządzenie od nowa, zwłaszcza, że żaden z komponentów wewnątrz nie wymaga już obecnego kształtu – plotki głosiły, że nowy mini może przypominać kształtem Airport Extreme.

Powyższa teoria została podsycona hasłem wczorajszej konferencji – „It was way too long”. Wielu z nas wierzyło, że chodzi właśnie o dawno nieodświeżonego mini, tym razem w zupełnie nowej formie. I wszystko to zaczynało mieć sens.

Niestety, Makowi mini, choć istotnie odświeżonemu, poświęcono wczoraj na konferencji ok. 40 sekund2 i 2 slajdy3. W tym czasie dowiedzieliśmy się, że otrzymał „procesory Intel Core czwartej generacji”, że dotychczasowy chip graficzny4 został zastąpiony nowymi – Intel Graphics HD 5000 oraz Intel Iris, że pamięć masowa od teraz będzie oparta o magistralę PCIe, że moduł Wi-Fi od teraz wspiera standard 802.11ac oraz, że mini otrzymał dwa porty Thunderbolt 2.

Na pierwszy rzut oka wygląda to całkiem w porządku, ale to głównie dlatego, że marketingowcy w Apple dobrze wiedzą, co należy ukryć i o czym nie mówić, jeśli nie jest to absolutnie konieczne. Niedługo później, bo otwarciu internetowego Apple Store, okazało się, że aktualizacja ta wcale nie jest tak dobra, jak można było przypuszczać.

Zacznę jednak od tych dobrych rzeczy; w ofercie Maka mini pojawił się absolutnie podstawowy model o specyfikacji znanej z iMaka czy MacBooka Air – dwurdzeniowy procesor i5 1,4 GHz, 4 GB pamięci RAM, układ graficzny HD 5000 i 500 GB twardy dysk. Zestaw ten koszuje 2199 zł, więc jest najtańszym Makiem, jakiego pamiętam5. Bez wątpienia stanowi on bardzo dobrą opcję dla osób, które bały się zainwestować większe pieniądze, aby „spróbować Maka”, a specyfikacja – choć skromna, w zupełności wystarczy do „obsługi internetu”6. Fakt, że na etapie zamówienia można „dołożyć” mu więcej RAMu7 czy zastosować Fusion Drive zasługuje na uznanie, choć wiadomo, że koszt zakupu znacząco wówczas wzrasta.

Pozostałe dwa modele mają 8 GB pamięci RAM8 i układ graficzny Intel Iris, znany z 13-calowego MacBooka Pro z ekranem Retina. Między sobą różnią się pamięcią masową (tańszy model ma 1 TB twardy dysk, a droższy – Fusion Drive o tej samej pojemności) oraz procesorami, o których więcej za chwilę. W obu modelach można rozszerzyć ilość pamięci RAM do 16 GB za dodatkowe 840 zł. Wszystkie modele mają też po dwa porty Thunderbolt 2 (dwa porty nie oznaczają dwóch magistrali, więc ci z Was, którzy liczyli, że mini napędzi 27-calowe ekrany o rozdzielczości 5120×2880px powinni o tym zapomnieć).

I to tyle, jeśli chodzi o dobrze rzeczy. Przejdźmy więc do tych gorszych, zaczynając od modelu podstawowego. Jego problemem jest, niestety, twardy dysk; mimo że już w 2011 roku mini mógł mieć dyski 7200 rpm, ten – podobnie jak podstawowy poprzednik – znów ma dysk 5400 rpm. Z jednej strony bardzo staram się (wręcz usiłuję) to zrozumieć; dla osób, do których jest on kierowany, czyli tych, które włączą przeglądarkę, klienta e-mail i być może iTunes, nie ma to znaczenia. Z drugiej strony mamy już drugą połowę 2014 roku i ciężko mi uwierzyć, że wciąż można kupić komputer z tak wolnym napędem. Bo nawet jeśli spora część jego nabywców naprawdę nie zwróci na to uwagi, to staram się myśleć np. o młodych studentach, którzy kupią taki komputer, a którzy za rok czy dwa pomyślą może o „zabawie” z video czy nagrywaniu podcastu. Wtedy ten dysk stanie się niemałym utrapieniem. Na szczęście, podobnie jak w modelach poprzednich, ze względu na fakt, że jest to zwykły dysk SATA, będzie można samodzielnie wymienić go na napęd SSD, choć wiąże się to z utratą gwarancji.

Drugi problem dotyczy już całej trójki i ich pamięci RAM. Istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że tej nie będzie można już samodzielnie rozbudować. Napisałbym nawet, że jestem o tym przekonany, a jedyne, co mnie powstrzymuje, to fakt, że w sklepie internetowym Apple, w przypadku MacBooków Air i Pro pojawia się informacja, że pamięci nie będzie można później rozbudować – w przypadku mini nic takiego się nie wyświetla. Mimo to, jeśli okaże się, że będzie można ją wymienić samodzielnie będę bardzo mocno zaskoczony. Czekamy na potwierdzenie, a w międzyczasie przechodzimy do kolejnych, pominiętych cech nowego Maka mini.

W obu wyższych modelach można zmienić fabrycznie montowane dyski na SSD już na etapie zamówienia, ale tylko w droższym z nich będzie to wspomniany podczas prezentacji PCIe. Plusem jest na pewno to, że zamiana standardowo montowanego w nim Fusion Drive9 na 256 GB SSD PCIe, jest bezpłatna. Dopłata do 512 GB to jednak aż 1260 zł, a do 1 TB – 3360 zł (co stanowi 78% ceny całego komputera). Biorąc pod uwagę, że tylko najwyższy model może mieć napęd PCIe, pojawia się pytanie o to, czy modele niższe w ogóle będą miały tę magistralę na płycie głównej. Bo jeśli nie (co wcale mnie nie zdziwi), to niewiele będzie można zdziałać tam samodzielnie. Pocieszający jest natomiast fakt, że skoro nawet najwyższy model ma zostawione złącze SATA, prawdopodobnie będzie można umieścić tam drugi dysk10.

Wyższe modele, o których mowa, mają w standardzie dwurdzeniowe procesory Core i5 o częstotliwości 2,6 GHz (w wersji za 2999 zł) i 2,8 GHz (w wersji kosztującej 4299 zł). Po zobaczeniu tego, niezwłocznie wybrałem opcje konfiguracji na zamówienie, żeby sprawdzić, jakie procesory są tymi mocniejszymi, pamiętając, że intelowskie procesory serii Broadwell nie są jeszcze dostępne. I to właśnie tu pojawiło się największe zaskoczenie. Rozczarowanie, mówiąc dokładnie. Otóż, w obu modelach, za dopłatą 1260 zł lub 840 zł, można wymienić procesor na Core i7 (co jest dobre) o częstotliwości 3,0 GHz (co również jest dobre), z Turbo Boost do 3,5 GHz (co jest super), który jest procesorem …dwurdzeniowym.

Ci z Was, którzy czytali artykuł, w którym opisywałem dlaczego kupiłem Maka mini, na którym aktualnie pracuję, wiedzą, z jak ogromną korzyścią w zakresie wydajności wiązało się przejście z dwurdzeniowego i7 2,7 GHz w modelu 2011 na czterordzeniowego i7 2,3 GHz w modelu 2012. Teraz Apple zdecydowała się zrobić krok wstecz. Najwidodzniej nie wszystkim tam pasowało to, że spora część potencjalnych nabywców Maka Pro, zadowalała się kilkukrotnie tańszym Makiem mini, którego potem samodzielnie rozbudowywała, robiąc z niego wcale nie byle jaką stację roboczą. Patrząc na to z perspektywy korporacji, której zadaniem jest zarabiać pieniądze, ma to sens i jest usprawiedliwione. Będąc jednak nabywcą i użytkownikiem, znacznie trudniej to zrozumieć.

Dlaczego upatruję w tym tak duży problem? W ostatnim tekście o Maku Pro wspominałem o tym, że wydajność komputera należy rozpatrywać na co najmniej dwa sposoby, czyli na podstawie operacji jednowątkowych oraz tych, które wykorzystują wszystkie rdzenie danej maszyny. W tych pierwszych, nowy Mac mini nie ma się czego obawiać. W porównaniu z poprzednimi (i7 2,3 GHz / i7 2,6 GHz) wygląda to następująco:

  • Core i5 2,6 GHz: +3% / -5%
  • Core i5 2,8 GHz: +8% / +1%
  • Core i7 3,0 GHz: +15% / +7%

Jest albo bardzo podobnie albo szybciej, ale skoro mówimy tu o komputerze do pracy lub nawet stacji roboczej, to operacje wielowątkowe mają większe znaczenie, nie tylko dla komfortu pracy (część rdzeni może być zajęta przez zasobożerny proces, a dzięki temu, że część jest wolna, nadal można wygodnie pracować nad innymi rzeczami), ale przede wszystkim dla szybkości wykonywania zadań. Tutaj porównanie przedstawia się tak:

  • Core i5 2,6 GHz: -45% / -48%
  • Core i5 2,8 GHz: -42% / -45%
  • Core i7 3,0 GHz: -40% / -43%

I to są wyniki dość smutne, bo okazuje się, że w zależności od tego nad czym się pracuje, nowy mini będzie wolniejszy o 25, 35 czy nawet 45% od modelu sprzed dwóch lat. Tego samego modelu, który tak bardzo chcieliśmy, żeby został odświeżony. Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to, że nowy mini – jako komputer do pracy – nie jest już tak przystępny cenowo, jak wcześniej. Jeśli założyć, że chcielibyśmy model z szybkim dyskiem SSD o pojemności 512 GB, możliwie najszybszym procesorem oraz 16 GB pamięci RAM, należy liczyć się z wydatkiem 7199 zł, za które otrzymujemy komputer, który nie jest w stanie konkurować z modelem sprzed 2 lat w zakresie wydajności procesora.

AKTUALIZACJA – 2014.10.18 9:28

Właściciel firmy Macminicolo potwierdził właśnie, że w nowych mini wymiana pamięci RAM samodzielnie jest niemożliwa – jest ona wlutowana w płytę tak samo, jak w MacBookach Air i Pro z ekranem Retina.

AKTUALIZACJA – 2014.10.20 18:40

John Poole z Primate Labs opublikował wczoraj tekst, z podobnymi szacunkami do tych powyżej. Według niego, w operacjach jednowątkowych, nowy Mac mini powinien być 2-8% szybszy od poprzednika, jednak w tych, które wykorzystują większą ilość rdzeni – będzie wolniejszy o 70-80%11.

W tekście powyżej napisałem, że decyzja Apple, dotycząca wyboru wyłącznie dwurdzeniowych procesorów do nowego Mini, jest prawdopodobnie podyktowana wynikami sprzedaży i kanibalizacją produktów w swojej ofercie. Od tamtego czasu zastanawiam się jednak czy na pewno chodzi tylko o to, zwłaszcza, że premiera iMaka z ekranem Retina zdaje się przeczyć tej teorii. Korespondując z jednym z czytelników, dostałem link do pewnego tweeta, którego autor zgaduje, że ma to związek z poborem prądu przez czterordzeniowe procesory serii Haswell. Nie ukrywam, że bardzo mnie to rozbawiło, bo przecież mówimy o komputerze stacjonarnym12. Nawet jeśli Apple bardzo starałoby się promować Maka mini jeko ten najbardziej energooszczędny komputer w ofercie, to posiadanie wersji z czterordzeniowym procesorem jako opcji, w żaden sposób nie zagroziłoby jego wizerunkowi. Prawdziwy powód musiał być inny i John Poole podał go w swoim tekście. Otóż, w odróżnieniu od serii Sandy Bridge oraz Ivy Bridge, czterordzeniowe procesory serii Haswell mają zupełnie inny socket, a to oznaczałoby, że te opcjonalne modele musiałyby mieć osobne płyty główne. Jest to do zrobienia, ale po pierwsze zwiększyłoby to koszty produkcji, a po drugie – żaden inny model w ofercie nie ma różnych płyt głównych bez względu na konfigurację, więc jest to też pewnie kwestia filozofii marki. Niemniej jednak, wciąż trochę żal.

AKTUALIZACJA – 2014.10.21 12:21

Serwis ifixit.com „rozebrał” już podstawową wersję nowego mini. Poza tym, że dostęp do wnętrza komputera został nieco utrudniony, potwierdziła się wcześniejsza informacja o niewymienialnej pamięci RAM. Dodatkowo, port SATA na płycie głównej jest tylko jeden, ale istnieje prawdopodobieństwo, że nawet podstawowa wersja ma port, który w przyszłości umożliwi podłączenie drugiego SSD do magistrali PCIe:

Mowa o zaznaczonym na pomarańczowo porcie, choć nie jest to informacja potwierdzona – jak jest naprawdę, okaże się dopiero, gdy do ifixit.com trafi model z Fusion Drive. Gdyby okazało się to prawdą, użytkownik w przyszłości miałby możliwość dodania drugiego napędu i stworzenie własnego Fusion Drive. Niestety, nawet z dwoma portami (SATA + PCIe) nie będzie możliwe posiadanie dwóch SSD, spiętych w RAID 013, co jest jeszcze jedną zaletą modelu z 2012 roku.


  1. to właśnie wtedy procesory Core2Duo zastąpiono Core i5 i Core i7 
  2. żartuję, ale nie przesadzam zbytnio 
  3. właściwie półtora 
  4. Intel Graphics HD 4000 
  5. pierwszy Mac mini w 2005 roku też kosztował $499 na rynku amerykańskim, ale wówczas z dostępnością w Polsce było znacznie trudniej, więc nie sposób je porównać 
  6. jeśli wydaje się Wam to idiotyczne, to pomyślcie jak wielu z Waszych znajomych czy członków rodziny używa komputera wyłącznie w takim celu 
  7. 8 lub 16 GB za odpowiednio 420 i 1260 zł 
  8. poprzednie modele miały w standardzie tylko 4 GB, więc jest to zmiana na plus 
  9. nawiasem mówiąc jestem ciekaw, czy Fusion Drive w tym modelu to będzie HD SATA + SSD PCIe czy jednak też SATA 
  10. jeśli teraz masz np. 256 GB w swoim komputerze i rozważasz zamianę na nowego mini, to kupując wersję z 256 GB SSD PCIe prawdopodobnie będziesz mógł dołożyć swój „stary” dysk i mieć 512 GB, z czego jedna połowa będzie szybka, a druga – bardzo szybka 
  11. użył innej nomenklatury niż ja, trochę nielogicznej, bo tak naprawdę ma na myśli, że starszy będzie o 70-80% szybszy, ale oboje mamy na myśli bardzo zbliżone wartości 
  12. a czterordzeniowe procesory tej serii są przecież stosowane nawet w 15-calowym MacBooku Pro, co tylko czyni tę teorię jeszcze bardziej absurdalną  
  13. tj. technicznie będzie to możliwe, ale każdy, kto ma jakiekolwiek pojęcie i doświadczenie z RAID, wie, że bezpieczniej jest łączyć identyczne (i nie chodzi tu jedynie o wielkość) pamięci w ten sposób. Poza tym, takie rozwiązanie nie miałoby sensu, ze względu na niewielki w takim przypadku zysk wydajności – sam dysk PCIe będzie niewiele wolniejszy niż dwa różne, działające jako RAID.