Trudny związek z Fujifilm X100

Poniższy artykuł został napisany i opublikowany 7 lat temu. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że część informacji i linków jest już nieaktualna.

Nadal nie kupiłem sobie X100, z którym wciąż mam pewien problem. Potrafi mnie zachwycić tak bardzo, jak potrafi mnie rozdrażnić. Mam świadomość jego sporych zalet, ale nie zapominam o wadach, które w codziennym użytkowaniu prawdopodobnie zmniejszą moją nieskrywaną sympatię do małego Fuji.

Postanowiłem zaryzykować i poprosiłem właściciela wcześniej przysłanego egzemplarza o ponowne pożyczenie aparatu, ze względu na wyjazd do Barcelony, gdzie chciałem raz jeszcze sprawdzić (zwłaszcza po aktualizacji oprogramowania) jak ów sprawuje się na ulicy. @pepershots w swej dobroci zgodził się bez wahania i już dzień później miałem aparat u siebie.

Po przylocie na miejsce, już pierwszego dnia rzuciłem się na głęboką wodę, zostawiając Canona w hotelu, a spacerując tylko z Fuji. Przyznaję już na początku; nowy firmware poprawił ogólne działanie aparatu (miło wiedzieć, że producent wciąż uaktualnia oprogramowanie starszych modeli i – co ważniejsze – słucha użytkowników). Autofocus stał się szybszy i celniejszy, zyskała też funkcjonalność – od teraz, do przycisku RAW na tylnej ściance można przypisać jedną z wielu funkcji (bez chwili wahania ustawiłem tam filtr ND, który w Hiszpanii włączałem za każdym razem wychodząc z jakiegokolwiek pomieszczenia). Bardzo podobała mi się także możliwość takiego ustawienia aparatu, żeby naciśnięcie spustu migawki nie uaktywniało autofocusa – do tego służył przycisk AFL na tylnej ściance – a po prostu wyzwalało migawkę. Dokładnie w ten sam sposób mam ustawione swoje Canony – wolę zrobić nieostre zdjęcie niż nie zrobić żadnego, bo w decydującym momencie autofocus postanowi się zgubić. Fuji było ustawione na stałe w trybie manualnym, a AF aktywowałem przyciskiem tylko wtedy, gdy go potrzebowałem. Jak dotąd, same zmiany na plus. Nie oznacza to jednak, że nie mam żadnych ale.

Aparat wciąż jest wolny; długo się włącza (nadal nie mam pojęcia co daje uaktywnienie funkcji ‘tryb szybkiego włączenia’ w menu aparatu), przez co straciłem kilka klatek, długo zapisuje RAWy na kartę, długo przełącza się z wizjera optycznego na elektroniczny (zwłaszcza, gdy w tle zapisuje zdjęcia), ale przede wszystkim, nadal wygasza ów wizjer po zrobieniu zdjęcia, przez co na chwilę traci się kontakt z tym, co jest przed obiektywem. Wszystko to bardzo mnie drażniło. Na tyle, że w wąskich uliczkach Barcelony niejednokrotnie kląłem, żałując, że zostawiłem Canona w hotelu.

A potem podłączyłem kartę do komputera i skopiowałem zdjęcia:

I gdy już myślałem, że wiem, co myślę o tym aparacie, okazało się, że nic nie wiem. Przeglądam więc na zmianę powyższe zdjęcia i aukcje allegro, ciesząc się, że z tygodnia na tydzień ceny tego malucha są coraz niższe.